środa, 11 kwietnia 2012

ROZDZIAŁ 5 . „Florence”

            Podjechaliśmy pod dom Charliego .Szybko wyleciałam na górę ,aby się przebrać , ponieważ postanowiłam , że stanowczo NIE będę się przebierać w samochodzie. Weszłam do starego pokoju mamy . Zauważyłam że odmalowano ściany i założono nową pościel . Byłam dumna z dziadka , że tak przejął się przyjazdem Florence .
            Szybko założyłam ciuchy , które wzięła mi mama . Były to jasne dżinsy , biała koszulka na ramiączkach , czerwona buza i zwykłe czarne trampki . Moja mama w przeszłości ubierała się zwyczajnie , zupełnie nie odróżniająco się od reszty . Natomiast teraz ubiera się szykownie , elegancko i modnie . Gdyby było inaczej Alice wzięłaby to w swoje ręce .
            Zeszłam na dół i zobaczyłam że już wszyscy na mnie czekają . Więc od razu podreptałam do auta. Niecałą sekundę później byli już w samochodzie tata wraz z mamą , a Charlie szedł ku nam kręcąc głową . On jeszcze się nie przyzwyczaił do wampirzego tempa .
            Po drodze na lotnisko śpiewałyśmy  z mamą harcerskie piosenki , Charlie czasami się dołączał . A tata tylko kręcił głową i marudził .
            Gdy dojechaliśmy na lotnisko byłam pełna entuzjazmu .  Czekaliśmy na Florence chyba z pół godziny ,aż w końcu rodzice postanowili ją poszukać . Ja w tym czasie postanowiłam iść do WC . Gdy weszłam do łazienki usłyszałam szlochanie . Chciałam sprawdzić kto to . Zobaczyłam śliczną blondynkę ,która rzewnie płakała .
- Hej , nic ci nie jest ? – zapytałam przejęta . Ale owa blondynka nic nie odpowiedziała .
- Może chociaż powiedź  jak masz na imię ? – było mi szkoda tej dziewczyny .
- Mam na i-imię F-flor-ren-nce – odpowiedziała wciąż łkając .
- Florence ?- przecież to była ona , wszystko się zgadzało . 
- T-tak .
- Ja jestem Renesmee .
- T-to ty po mnie p-przyjech-chałaś ? – chyba poznała mnie po imieniu.
- Tak , chodź ze mną , zaprowadzę cię do moich bliskich z którymi tu przyjechałam .- wyciągnęłam ku niej rękę ,ale ku memu zdziwieniu ona zamiast za nią złapać ,wpadła mi w ramiona i mocno mnie przytuliła . Czułam że będziemy bardzo dobrymi przyjaciółkami .
            Tata chyba wyczytał moje myśli bo już czekał wraz z mamą i dziadkiem . Florence przywitała się z wszystkimi i nie przestając trzymać mnie za rękę wzięła swoje bagaże .
Poszliśmy do auta . Przez całą drogę do Forks nikt nie odezwał się ani słowem . Aż w końcu ciszę przerwał komunikat mamy :
- O ! Już jesteśmy , oto Forks .
- Bardzo ładna i spokojna okolica . – powiedziała Florence bez entuzjazmu .
- Na razie zamieszkasz u Charliego , potem przeprowadzisz się do nas ,ponieważ musimy dobudować jeden pokój dla ciebie .
- A Renesmee będzie ze mną ? – powiedziała ze strachem .
- Jeżeli tylko chcesz to mogę zamieszkać razem z tobą u dziadka – odpowiedziałam jej z uśmiechem . Ta także odpowiedziała mi tym samym ukazując przy tym swe piękne , białe i proste zęby .
            Dojechaliśmy do domu Charliego . Tata wziął bagaże Florence i szedł ludzkim krokiem je zanieść. Mama natomiast postanowiła pokazać Florence szkołę . Miałyśmy zacząć do niej chodzić od września . Będziemy chodzić do tej samej klasy , chociaż ja wyglądam na siedemnastolatkę . Ale nie chciałam zostawić jej z tym samą . Nowe miasto , otoczenie , ludzie. Po prostu koszmar .  
Gdy wróciłyśmy ze ‘zwiedzania szkoły’ oprowadziłyśmy moją kuzynkę po domu dziadka . Gdy dotarłyśmy do pokoju Belli , w którym miałyśmy spać nie wierzyłam swoim oczom . Było tu zupełnie inaczej niż rano , kiedy przyszłam tu się przebrać . Ściany już nie były beżowe , lecz pokryte czystym błękitem . Stare meble zastąpiły nowe jasne mebelki . Dwa łóżka oddzielała malutka szafka nocna, a na niej granatowa lampka oraz czarny budzik . Na biurku (było jedno ,ponieważ do września Florence będzie już miała pokój w naszym domu)  stał nowy komputer , kilka książek przygodowych oraz pojemnik z długopisami , kredkami itp. . Zauważyłam dużą szafę i od razu podbiegłam do niej . Otworzyłam ją . A moim oczom ukazało się mnóstwo ciuchów . Popatrzyłam na tatę , na co odpowiedział :
- Alice . – Tego się spodziewałam . Cały pokój był śliczny .
            Koło godziny 20:00 rodzice pojechali do domu , a dziadek poszedł razem ze swoją żoną położyć się spać . A ja razem z Florence usiadłyśmy na łóżku i zaczęłyśmy rozmawiać .  
_________________________________________________________________
 może trochę krótkie ,ale ostatnio nie mam czasu pisać ; < Mam nadzieję że się spodoba :D

wtorek, 3 kwietnia 2012

ROZDZIAŁ 4 . „ Urodziny”

            Gdy stanęliśmy obok domu Jake’a obydwoje spojrzeliśmy po sobie zdziwieni . Czyli jeszcze jego rodzina była w to wplątana ?! Wyszliśmy z samochodu . Alice kazała nam wejść do domu Jacoba . Posłusznie zrobiliśmy co nam powiedziano .
- Dziwnie się czuje wiesz . – powiedziałam do Jake’a gdy byliśmy już w środku . – Ta cała niespodzianka zaczyna mnie trochę przerażać .
-  Nie martw się mnie też przeraża ,ale jednocześnie także bawi .
- Dzieciaki, chodźcie już ! – zawołał Carlisle z podwórza .
            Wyszliśmy z domu , nikogo nie było . Na ziemi leżała tylko złożona kartka z napisem  „ podążaj za mną „ .
- Aha, czyli teraz będziemy się bawić w podchody ? – zadrwił Jake .
- No wygląda na to że tak . – uśmiechnęłam się i otworzyłam kartkę . Było w niej napisane  „ idź na zachód , aż dojdziesz do dowodu miłości „ . Jakiego ‘dowodu miłości’ ?! Pokazałam tą kartkę mojemu ukochanemu , a ten zrobił wielkie oczy i zaczął się śmiać .
- To pisał Edward , poznaje po piśmie .- stwierdził rozbawiony Jacob . – Czyli musimy szukać jakiegoś dowodu miłości twojego ojca do Belli .
- Ej , jestem pod wrażeniem , mój ty mądralo . – powiedziawszy to pocałowałam go przelotnie i poszliśmy zgodnie z wskazówkami . Po drodze zauważyłam drzewo na którym było coś narysowane .
- Jake ! Popatrz ! To chyba o to im chodzi ! – patrzałam właśnie na narysowane na pniu drzewa serce w którym były litery ‘B + E’ .
- Masz rację , ale teraz gdzie jest jakaś karteczka wskazująca gdzie mamy iść ? . – powiedział Jacob . Zabraliśmy się do szukania . Po paru minutach znalazłam w krzakach niedaleko tego drzewa naszą wskazówkę .
            Długo graliśmy w tą „zabawę” , która wymyślili moi bliscy ,aż w końcu doszliśmy na plażę , na której paliło się wielkie ognisko ,a wokół niego wszyscy moi bliscy i przyjaciele : rodzina Cullenów , Charlie razem z Sue i cała sfora wilkołaków , przyszła nawet Leah , która za mną nie przepada. Łzy szczęścia napłynęły mi do oczu . Jacob też się cieszył , widać to był po nim . Obydwoje byliśmy zadowoleni z tego , że nasze rodziny mają tak dobry kontakt ze sobą .
            Gdy podeszliśmy do ogniska , wszyscy zauważyli moje łzy bo chórem powiedzieli     „ooooooooo”  . Potem każdy złożył mi życzenia i dostałam prezenty , które postanowiłam rozpakować następnego dnia. Śmialiśmy się, opowiadaliśmy różne historie . Było po prostu wspaniale . Nagle do Charliego zadzwonił telefon . Grzecznie przeprosił i odszedł od ogniska. Coś go zaniepokoiło , zauważyłam to ja , mama i tata . Edward już pewnie wiedział o co chodzi ,ale nic nie mówił . Gdy dziadek skończył rozmawiać zawołał Bellę i Edwarda do siebie . Bella posmutniała . Zastanawiałam się o co chodzi . Postanowiłam do nich podejść .
- Mamo , co się dzieje ? Czemu posmutniałaś ?
- Moja kuzynka wraz z mężem zginęli w wypadku . – odparła ze smutkiem mama .
- Przykro mi . – zrobiło mi się trochę głupio .
-Mieli córkę , która z nami zamieszka , bo nie ma nikogo bliskiego . Ma na imię Florence i ma 16 lat.
- A powiecie jej o wszystkim ? – zastanawiałam się jak ona ma z nami zamieszkać , skoro nie wie że członkowie mojej rodziny są wampirami .
- Na razie zamieszka z Charliem w moim starym pokoju ,  dopóki nie dobudujemy jednego pomieszczenia dla niej w naszym domu . Gdy się do nas wprowadzi , postaramy się jej wszystko wytłumaczyć .
- Rozumiem . Ale kiedy ona przyjedzie ?
- Jutro rano z Edwardem i Charliem pojedziemy po nią na lotnisko .
- Ej, ej ja też chcę jechać ! – powiedziałam z oburzeniem . Chciałam jak najszybciej poznać osobę , która ma z nami zamieszkać . Miałam także nadzieję , że mnie polubi , ponieważ mogłaby być dla mnie wtedy moją upragnioną siostrą .
- Dobrze . A teraz wracajmy do reszty , pewnie się już niecierpliwią .- powiedziawszy to mama złapała za rękę ojca i poszli w stronę ogniska . Ja poszłam z dziadkiem . Gdy doszliśmy do ogniska , usiadłszy obok niego, poprosiłam go aby opowiedział mi o Florence . Powiedział mi tylko tyle , że ostatni raz widział ją jako dwunastoletnią dziewczynkę . Że ma długie blond włosy , niebieskie oczy i śliczny uśmiech po mamie . Jednym słowem anioł . Nie mogłam się doczekać aż ją w końcu zobaczę!
            Nagle ktoś pociągnął mnie za kaptur bluzy , odwróciłam się . Moim oczom ukazał się prześliczny szczeniak doga niemieckiego , którego trzymał Jacob .
- Niespodzianka ! Oto twój prezent ode mnie . – pocałował mnie i wręczył mi maleństwo .
- Jezuu ! Jaki śliczny . Dzięki , dzięki , dzięki , dzięki !! – wszyscy usłyszeli moją radość , bo odwrócili się w moją stronę .
- Jak go nazwiesz ? – odezwał się Seth .
- Nie wiem …
- A może Backo ? – zasugerowała mama .
- Świetne ! Cześć Backo ! – powiedziawszy to przytuliłam swego psa, a on oblizał mi twarz . - Fuuuuj ! – powiedziała Rose , na co wszyscy wybuchli głośnym śmiechem . Carlisle podał mi czerwoną smycz . Założyłam ją .
            Wszyscy zaczęli się zbierać do domu . Jake zaproponował ,że mnie odwiezie . Zgodziłam się i wsiadłam wraz z moim maleństwem do samochodu . Po drodze Backo szybko zasnął ,a ja zaraz po nim .
Obudziłam się w swoim łóżku , na zegarku widniała 9:34 . Z dołu słychać było szczekanie i śmiechy . Pospiesznie zeszłam .
- O widzę , że moja śpiąca królewna już wstała . – powiedział Jacob bawiący się z psem . Podeszłam do niego pocałowałam go i porwałam mu pieska . Zrobił obrażoną minę .
- No co , ja też mam prawo się z nim pobawić. W końcu to mój pies . – pokazałam mu język , na co on podleciał do mnie wziął mnie na ręce ,a psa położył na ziemi . Przerzucił mnie jak worek ziemniaków i zaśmiał się złowieszczo .
- Postaw mnie na ziemi głupku ! – krzyczałam na cały dom . Nagle weszli moi rodzice . – Tatoo ! Pomóż mi !
- Hahahah , chyba sobie żartujesz . – zaczął się śmiać mój tata , a moja mama razem z nim .
- Oh dziękuję mój kochany tato , za to że się o mnie tak troszczysz . – powiedziałam obrażona.
- Jake , zanieś ją do samochodu proszę – powiedziała moja mama . Ach tak ! Mamy jechać po Florence ! Zupełnie o tym zapomniałam !
- Ale ja jestem w piżamie !
- Spokojnie skarbie , jedziemy jeszcze po Charliego to zdążysz się przebrać w samochodzie . Po tym Jacob zaniósł mnie do auta , pocałował i zabrał Backiego na spacer .

poniedziałek, 26 marca 2012

ROZDZIAŁ 3 . "Łąka"

Byłam przygotowana na wszystko. Wiedziałam , że jeżeli Alice to organizuje , to na pewno nie będzie ZWYKŁE przyjęcie.
Jacob w połowie drogi na łąkę kazał mi zamknąć oczy i poprosił mnie , żebym udała zaskoczoną jak dotrzemy . No tak , to miała być „niespodzianka” . Ale dobrze wiedziałam , że przed jedną osobą nie uda mi się grać zaskoczonej – przy moim tacie . No ale miałam nadzieję ,że będzie tak dobry i nie powie Alice tego, że wcześniej wiedziałam o przyjęciu .
Dotarliśmy na miejsce . Wiedziałam to bo wyczułam (kolejna rzecz , którą mam z wampira) osiem wampirów i …wilkołaka . WILKOŁAKA ?! Byłam ciekawa ,którego z nich tu przywiało , no ale nie mogłam tego sprawdzić, bo obiecałam mieć zamknięte oczy .
-Renesmee możesz już otworzyć oczy- powiedziała mama z rozbawieniem w głosie .
Gdy je otworzyłam moim oczom, ukazało się osiem wampirów, tak jak wyczułam . Owy wilkołak , którego wyczułam , to był Seth ( poznałam go po kolorze sierści) .
            Bardzo lubię Seth’a . Można by powiedzieć nawet , że jest moim najlepszym przyjacielem . Gdy było mi smutno , a Jacob’a nie było bo akurat patrolował okolicę , to właśnie Seth przychodził mnie pocieszać i rozbawiać .
- Yhmmmm , co to ma być ? – tym pytaniem Jake wyrwał mnie z wiru myśli i spostrzegłam wtedy, że nic, prócz tych dziewięciu osób, nie było na łące .
- Spodziewaliśmy się , że tak czy siak powiesz Nessie , o przyjęciu , więc zrobiliśmy inną niespodziankę . Jak widać nie myliliśmy się . – odpowiedział mu z sarkazmem tata , na co Jacob zrobił obrażoną minę . Mama to zauważyła , bo powiedziała :
- Nie złość się na niego . Właściwie , to był mój pomysł . Przecież wiemy jak bardzo ją kochasz i spełnisz każdą jej prośbę . – uśmiechnęłam się zażenowana tym stwierdzeniem , ale to prawda .On mnie kocha – a ja kocham go równie mocno .
- A więc jaka to niespodzianka ? – zapytała zniecierpliwiony Jake .
- Zobaczycie – odpowiedziała mu z entuzjazmem Alice . – Tylko , że niestety będziecie musieli się przebrać …
- A ja się tak odstawiłem ! – wręcz krzyknął z wyrzutem mój ukochany .
- Nie martw się , będziesz miał jeszcze inne okazje na wystrojenie się – powiedziała moja zwariowana ciotka .  
- No to w co mamy się przebrać – powiedziałam , znudzona całą tą sprawą . Bardzo nie lubię niespodzianek ,podobnie jak mama .Ale jak widać było to nieuniknione .
- W samochodzie mamy dla was ubrania – odpowiedziała Alice , po czym znikła. Niebyło jej długo , zaledwie 2 minuty . Przyniosła ze sobą dżinsy , czarną koszulkę , szarą bluzę i adidasy – to był zestaw dla Jacoba . A dla mnie przygotowała : jasne dżinsy , koszulkę z długim rękawem koloru białego , czerwoną bluzę , czarny bezrękawnik i tego samego koloru , co bluza – adidasy . Byłam zszokowana , ponieważ nie spodziewałam się takiego stroju . Popatrzyłam na wszystkich i dopiero teraz spostrzegłam ,że byli ubrani w ten sam sposób . Mama poprosiła chłopaków żeby się odwrócili , posłusznie wykonali polecenie , a wtedy mama w ekspresowym tempie pomogła mi się przebrać . Jacob chyba próbował podglądać , bo tata spojrzał na niego karcącnadzieję , żę sie podoba. proszę piszcie komentzre ,bo mam .
            Potem przyszła kolej na Jake’a . Wszedł do lasu . Gdy wrócił niósł w ręku poprzednie ubranie .
- No i to rozumiem ! Nareszcie coś wygodnego . – powiedział , dziękując przy tym Alice .
- No , to co to za niespodzianka ? –zapytałam zniecierpliwiona .
- Widzę , że cierpliwość masz po Belli – prychnął Emmet . Mama pokazała mu język , a ten zrobił to samo .
- Dobra , skończcie już . Chodźmy, bo nie tylko Renesmee się niecierpliwi . – powiedziała , moja ciocia, a zarazem najlepsza przyjaciółka – Rosalie .
            Ruszyliśmy wszyscy do aut. Gdy odpaliliśmy , nagle zaczęła mnie zżerać okropna ciekawość . Nagle tata , który jechał pierwszy skręcił w stronę rezerwatu .

_________________________________________________________
krótkie ,ale jest . mam nadzieję ,zę sie spodoba . proszę piszcie komentrze . bo mamm wrażenie , że nikt tego nie czyta -.- XD

piątek, 23 marca 2012

ROZDZIAŁ 2. „ Niespodzianka”

 Przez dłuższy czas jechaliśmy w ciszy . W końcu nie wytrzymałam :
- Co to za okazja ? – kiedy to powiedziałam , zaśmiał się . Wydawał się być rozbawiony moim pytaniem . – Nie śmiej się ! Ja na serio pytam .
- No dobra nie złość się kochanie . Nie przypominasz sobie jaki dziś dzień ? – nie wiedziałam o co mu chodzi , ale jednak próbowałam sobie przypomnieć , co za dzień dziś mamy :
- No czwartek , a co ? – zarechotał głośno . – Ej ! Mógłbyś się w końcu przestać ze mnie śmiać ? Nie rozumiem co tu się dzieje . I dlaczego w ogóle jedziemy w stronę „naszej łąki” ,a nie do Seattle , co ? – w tym momencie zauważyłam , że Jacob skręca na drogę prowadzącą na łąkę . Próbowałam zrozumieć co się dzieję , ale nic z tego .
            Nagle Jake zatrzymał się na uboczu i odwrócił się do mnie przodem . Oczy miał pełne entuzjazmu , a usta wykrzywiły mu się w szeroki uśmiech .
- No dobrze , powiem Ci . Ale nie bądź na mnie zła . To nie tylko mój pomysł .-  jak to ? nie tylko jego pomysł ? co tu jest do cholery grane ? . – To Alice , to ona to wymyśliła . – no pięknie , Alice … teraz mogłam się wszystkiego spodziewać. Jeżeli ona maczała w tym palce to już nie mógł być spontaniczny wypad do Seattle . Zaczynałam się bać … – Choć jednak ten pomysł mi się spodobał … po części . – gdy to mówił wydawał się być spięty . Byłam trochę na niego zła , że spiskował z Alice za moimi plecami ,ale ileż można być złym na takiego chłopka jak on ? . Zaraz , zaraz skoro Alice była w to wplątana , to reszta rodziny też . No pięknie ! Jak zwykle wszyscy wiedzą o wszystkim , tylko nie JA !
- Renesmee , czemu nic nie mówisz ? Zdenerwowałaś się na mnie , co ? Jeżeli tak to naprawdę cię przepraszam ,ale nie miałem wyboru … kochanie wybaczysz mi ? – Był zmartwiony i to było widać po jego oczach .
- Nie, nie jestem zła na ciebie . Ale na Alice , że cię w to wplątała . Co ona w ogóle knuje ? –zaczęłam rozmyślać na co też mogła wpaść moja ciotka …
- Yhmmm… Nessie ?
- Tak ?
- Ty naprawdę nie wiesz , który dzisiaj jest ? – do jego oczu nagle napłynęło rozbawienie .
- Nie ,a co ? – naprawdę mało mnie obchodziło to , który dzisiaj jest . Bardziej martwiłam się co też knuje ta nasza Alice…
- No bo wiesz … dzisiaj są … no… twoje urodziny – uśmiechnął się i czekał na moją reakcję. Po krótkim szoku zrozumiałam , co Alice kombinowała . No tak ,organizowała mi przyjęcie – dziś kończyłam 17 lat .
- Szczerze mówiąc , zapomniałam o tym . Myślałam , że są dopiero za tydzień .
- Chyba dawno nie zaglądałaś do kalendarza. – Pocałował mnie przelotnie w kącik ust i złożył życzenia urodzinowe . – Ale prezent dostaniesz dopiero wieczorem kochanie – uśmiechnął się, znów mnie pocałował i wjechał z powrotem na szosę .
            Po paru minutach byliśmy już u celu . W miejscu , gdzie zawsze z Jacob’em parkowaliśmy samochód stały auta moich bliskich . W tym momencie wpadłam na pewien pomysł :
- Jake …- zaczęłam , a mój ukochany spojrzał w moją stronę na znak ,że mam kontynuować. – No bo dziś mam urodziny i tak sobie myślałam , czy nie mógłbyś zawieść mnie na łąkę tak jak kiedyś to robiłeś ? – byłam pełna entuzjazmu , ponieważ gdy byłam mała uwielbiałam jeździć na moim własnym wilku . Moja prośba go rozbawiła :
- A może zaniosę cię jak będziemy wracać , bo wiesz … to moja jedyna koszula , a nie chciałbym jej zniszczyć . Rozumiesz, prawda ? – zaczęłam się panicznie śmiać bo zobaczyłam z jakim zakłopotaniem to mówił .
- Oczywiście ,że tak głuptasie ! – mówiąc to rzuciłam mu się na szyję .
- Ufff ! A ja już myślałem , że za wszelką cenę będziesz chciała się WŁAŚNIE TERAZ  przejechać . Ulżyło mi – powiedziawszy to, zarechotał cichutko .  Nabijał się ze mnie .
- Ej , jak tak możesz myśleć ! Ja nie jestem jak ten inne jedynaczki , które musza mieć wszystko czego sobie zapragną . Ja nie jestem płytka ! – nakrzyczałam na niego udając obrażoną, ale najwidoczniej nie wyszło mi to , bo Jake zaśmiał się tylko i powiedział :
- Oczywiście skarbie , nie jesteś płytka . Ty jesteś po prostu PANEL ! – powiedziawszy to prychnął głośnym śmiechem . Tak szczerze mówiąc to ten żart mu się nie udał i nie był wcale śmieszny, ale dałam mu sójkę w bok i grając obrażoną księżniczkę poszłam w stronę polany . Ale za chwilę usłyszałam wołanie :
- Nessie ! Hej , Renesmee ! Czekaj na mnie ! Chyba się nie obraziłaś ? – nie minęły sekundy a Jacob był już przy mnie . Spojrzałam mu prosto w oczy . Nie , nie mogłam już udawać . Te jego oczy , hmmmm… marzenie !
- Oczywiście ,że się nie obraziłam ! – w tym momencie najpierw mnie pocałował ,a potem wziął za biodra, uniósł wysoko w górę jak małe dziecko i usadził mnie wygodnie na swoich plecach . Ruszyliśmy rozbawieni w kierunku łąki .

środa, 21 marca 2012

ROZDZIAŁ 1 . „ Wyprawa „

Wiele ludzi patrzy na mnie , jak na jakiegoś odmieńca . No może rzeczywiście nim jestem , ale przecież nie okazywałam tego w miejscach publicznych ( przecież nie mogli się  zorientować że jestem w połowie wampirem, a w połowie człowiekiem ).
Może patrzą tak na mnie dlatego ,że mam bardzo jasną cerę ,wręcz mleczną, policzka zdobią mi rumieńce , które w pewnych momentach iskrzą czerwienią . Włosy mam kręcone ( po dziadku Charliem) koloru kasztana ( po tacie ) . Oczy, które bez dwóch zdań odziedziczyłam po mamie i dziadku , są koloru mlecznej czekolady . Niektórzy mówią że jestem piękna, ja sama w to nie wierze , bo nie mogę dorównać urodzie mojej mamie. Wiem , że to te wampirze geny , ale i tak uważam ją za najpiękniejszą kobietę na świecie .
A może to nie dlatego tak na mnie patrzą , może to dlatego ,że wszędzie pojawiam się się z umięśnionym , przystojnym i bardzo wysokim Queltickim chłopakiem . Pewnie to dziwnie wygląda dla innych ludzi , ponieważ Jake z wyglądu to moje zupełne przeciwieństwo. W sumie sama nie wiem dlaczego tak patrzą. Ale to ich sprawa , nie będę wnikać .
Tego popołudnia miałam jechać z Jacob’em do Seattle , więc martwiłam się tym, że będą się tak właśnie patrzeć – jak na dwóch ufoludków . Z własnych myśli wyrwał mnie Jake wołający z przed domu :
-Nessie ! Ile mam na Ciebie czekać ?! Uwielbiam cię naprawdę , ale już nie mogę wytrzymać. Czekam już tu 20 minut !
- Już ! Tylko ubiorę buty . Spieszę się naprawdę . Zaraz tam będę ! – naprawdę się spieszyłam.  Nie mogłam się doczekać ,aż znowu go ujrzę .Aż zobaczę jego tryskające entuzjazmem oczy i piękny uśmiech . Aż wtulę się w jego tors . Aż poczuję na skórze ciepło jego oddechu .
Pobiegłam do garderoby mamy i wzięłam czarne baletki, które pasują do sukienki , którą przyszykowała mi Alice . Dobrała to tego także śliczny srebrny komplet biżuterii. Trochę dziwnie się z tym czułam , bo zazwyczaj chodziłam w zwykłych przetartych dżinsach , adidasach i koszulce ( choć bardzo przeciwna była temu Alice ). Pomyślałam , że pewnie dziwnie będę wyglądać w tym ubraniu przy Jacob’ie ,ponieważ on nosił zazwyczaj tylko spodnie , by szybciej móc się przeobrazić w wilka .
            Gdy otworzyłam drzwi ,ku mojemu zdziwieniu przy nich nie stał chłopak ubrany tylko w dolną część odzienia . Jacob wystroił się porządnie , miał ubrane całkiem schludne spodnie dżinsowe , koszulę w kratę oraz eleganckie buty . Popatrzyłam co ma w ręce – był to bukiet przepięknych kwiatów . Z wrażenia wyrwało mi się :
-Wow !
- To ty mówisz „ wow” ? To co ja mam powiedzieć , co ? – zaśmiałam się cichutko po nosem ,ale i tak wiedziałam , że to usłyszał .
- Wyglądasz pięknie Nes… Renesmee . – przy wypowiadaniu tych słów uśmiechnął się tak , że zaparło mi dech w piersiach . Musiałam się pewnie też zarumienić , bo zaśmiał się cicho .
- No co ?
- Rumienisz się prawie tak samo jak Bella …
- Prawie ? – nie wiedziałam , w czym różni się mój rumieniec ,od tego jaki miała Bella .
- Bo ty rumienisz się jeszcze ładniej od twojej matki .
- Głupek ! – powiedziałam to dając mu sójkę w bok . Zaśmiał się przy tym tak głośno, że chyba wybudził wszystkie zwierzęta w lesie .
            Wręczył mi kwiaty. Uśmiechnęłam się do niego z uczuciem .Miałam właśnie podziękować mu za kwiaty , ale on w tym momencie przyłożył mi palec do ust . Spojrzałam mu w oczy , a on uśmiechnął się zawadiacko i pocałował mnie czule . Jeszcze nigdy mnie tak nie całował . Czułam się cudownie .
            Gdy skończył zaczęłam się zastanawiać co to za okazja . Ubrał się elegancko , przyniósł kwiaty ,całował mniej jak nigdy . Nie rozumiałam co się dzieję . Ale i tak byłam szczęśliwa .

wtorek, 20 marca 2012

PROLOG .

Patrząc w niebo doszukiwałam się dziwnych kształtów, zupełnie tak jak to robiłam gdy byłam młodsza . Sprawiało mi to taką samą frajdę jak dawniej . Może to dlatego że miałam 6 lat , choć nie wyglądałam na tyle . Osoba , która by mnie teraz zobaczyła , bez żadnych skrupułów , dałaby mi 17 lat . Nie mogłam nic z tym zrobić , ale pocieszałam się faktem , że kiedyś przestane rosnąć i wtedy będę żyć nieśmiertelnie jako młoda kobieta .
Nagle , jak porażona prądem wstałam na równe nogi . W panice obejrzałam się dookoła, ale znajdowałam się na łące . Na tej samej ,na którą przychodziłam od małego z Jacobem i na którą mama mówiła że jest „zaczarowana” . Lecz czegoś mi brakowało . Właśnie ! Nie było przy mnie Jake’a . A przecież zawsze ze mną tu był . Nie rozumiałam o co tu chodzi .
Puściałam się biegiem do domu . Ale ku memu dziwieniu , gdy tylko opuszczałam łąkę zaraz się na niej znajdowałam . Wtedy spostrzegłam że to sen . Ale jak na wściekłość , nie mogłam się z niego o budzić . Wtem , usłyszałam że ktoś biegnie w moim kierunku .  I to nie był człowiek . Kątem oka spostrzegłam , że to wampir . Któż by inny poruszał się z taka gracją i wdziękiem ,  a przy tym  z taką szybkością . W pewnym momencie owy wampir przystanął i zaczął mi się przyglądać . Zrobiłam podobnie . Na pierwszy rzut oka widać było jak na dłoni jarzące się ze wściekłości i pragnienia czerwone tęczówki . Byłam przerażona zaczęłam panicznie krzyczeć . Ale nagle usłyszałam czyjś melodyjny głos :
- Nessie ! Nessie ! Nessie ! No wstawaj no !
- Co, co się stało ? – spytałam , a moim oczom ukazał się Jacob . Spostrzegłam , że leżę na moim łóżku ,a obok mnie stoi zdezoriętowany chłopak .
- Nic , się nie stało . Smacznie spałaś a w pewnym momencie zaczęłaś krzyczeć . Nie rozumiem dlaczego to ty mnie pytasz co się stało . To chyba ja powinienem zadać ci to pytanie . – mówiąc to uśmiechnął się słodko  .
            Nie zważając na nic rzuciłam mu się na szyję i przytuliłam go mocno , a on w tym czasie pocałował mnie delikatnie w czoło . Byłam z nim szczęśliwa . Byliśmy razem zaledwie od miesiąca , ale i tak wiedziałam że Jacob jest mi przeznaczony . A potwierdziło się to , gdy  powiedział mi pewnego popołudnia co do mnie czuje i że w dniu moim urodzin wpoił sobie  właśnie MNIE ! Pamiętam , że kiedyś strasznie się męczyłam , rozmyślając jak to będzie jak Jake sobie kogoś wpoi . A tu się okazało , że od samego początku był MI przeznaczony ! To było szczęście nie do opisania .
            I tak siedziałam w ramionach mojego przyjaciela , brata , obrońcy , opiekuna … i ukochanego . Czułam się cudownie . Nic nie było wstanie przerwać naszego szczęścia .