wtorek, 14 sierpnia 2012

ROZDZIAŁ 19. "Bez słowa" .

Od rana leżę na plaży . Opalam się , kąpie w morzu . Jest po prostu cudownie! Jesteśmy tylko my , we dwójkę . Nikogo poza nami nie ma w pobliżu . Cieszę się z tego powodu . Nie lubię tłumów .
Prawie całą noc nie spałam. Myślałam o tym zdjęciu . Ta kobieta kogoś mi przypomina … tylko nie wiem kogo !.
- Nessie ! . Chodź , zobacz ! . – usłyszałam wołanie Jake’a .
- Co się stało ? .
- No chodź !
- Idę , już idę . – z niechęcią podniosłam się z leżaka i pobiegłam w stronę Jacoba . Biegłam po piasku , był gorący , ale pomimo tego moje stopy zanurzając się w nim czuły się wspaniale . Zobaczyłam , że mój ukochany , który kąpał się w morzu coś trzyma . To chyba był słoik…
-Spójrz . Pływałem , nagle stanąłem na dnie i poczułem coś szklanego , zanurkowałem po to . No i jest. Słoik pełen kamieni …
- I tylko po to mnie wołałeś ? Żebym zobaczyła słój kamieni ? – Patrzyłam na niego z rozbawieniem . Spojrzałam na słój . Pełno różnokolorowych kamieni. Po co je ktoś tam wkładał ? . Przyglądnęłam się uważnie . Zauważyłam coś białego , jakby kartkę. – Pokaż mi to na chwilę . – mój ukochany podał mi słoik , otworzyłam go i wysypałam na piach jego zawartość . Tak jak myślałam , wśród kamieni znajdował się list . Wzięłam go do ręki . Rozwinęłam.  Zaczęłam czytać .
„Drogi Harris’ie
Przepraszam Cię , że uciekłam , ale nie mogłam z wami zostać z powodu waszego bezpieczeństwa . Jako młoda studentka zadłużyłam się u pewnego mężczyzny , teraz On mnie odnalazł i kazał oddać pieniądze . Jednak ja ich nie miałam . Więc powiedział , że albo oddam mu pieniądze , albo porwie naszą córeczkę . Musiałam coś zrobić . Postanowiłam uciec do innego stanu i zadzwonić do niego ,że mam pieniądze ,żeby tutaj przyjechał . Nie mam pojęcia co będzie później , ale nie mogę narażać was na niebezpieczeństwo  .Przeprowadźcie się gdzieś , tak dla pewności . Dbaj o moją Julian . Kocham was .
Eleonor „
Teraz już wiem jak ma na imię . Eleonor… Nie znam takiej osoby ,ale na portrecie wygląda tak jakbym ją gdzieś kiedyś widziała …
- Co to ? – zapytał Jake.
 - Aaaa to , to nic takiego .
- Nie kłam , nie ładnie tak . – zażartował i rzucił się na mnie ,aby wziąć ode mnie list . Jednak ja zdążyłam mu uciec . Ten zdziwiony zaczął mnie gonić . Ja z moimi wampirzymi zdolnościami byłam daleko przed nim . Po jakiś pięciu minutach spostrzegłam ,że już mnie nie goni . Oglądałam się wokół , ale nikogo nie było . Zupełna cisza . Nawet żadne zwierze nie dawało znaku życia . Troszkę się przestraszyłam.
- Jacob ! Ej , to już nie jest śmieszne . Gdzie ty do licha jesteś ? .- wołałam co tchu w płucach . Ale nic. Nikt się nie odzywał . Zlękłam się , że cos mu się stało. Postanowiłam wrócić wolnym krokiem ku plaży . Nagle poczułam ,że coś się do mnie zbliża . Odwróciłam się ,ale było już za późno. Z zamkniętymi oczami czułam , że ktoś mnie przypiera do ziemi . Nagle poczułam znajomy zapach . Otworzyłam oczy i ujrzałam śmiejącego się nade mną Jake’e .
- Nie mogę uwierzyć ,że się wystraszyłaś ! – Jacob dalej ze mnie rechotał . Wkurzyłam się i zrzuciłam go z siebie . Zła szłam w kierunku domu .
- Ej , misiek ! Stój no . Chyba się nie pogniewałaś ? – wołał za mną . Ja jednak nie zważałam na to . Usłyszałam ,że biegnie za mną .  – Nessie , stój no .
Przystanęłam , ale nie dlatego ,że on prosił ,ale ,żeby mu coś przekazać . Podszedł do mnie i chciał mnie wziąć za rękę .  Podałam mu ją ,ale z innej przyczyny . Przekazałam mu w myślach ,że się do niego nie odezwę . On zrobił przerażoną minę . Puściłam jego dłoń i weszłam do domu. Podążyłam do kuchni ,aby wyciągnąć mój codzienny kubek krwi . Dzikie zwierzęta znajdowały się tutaj tylko w rezerwacie , a tam przecież nie mogłam polować . Musiało wystarczyć to . Przed wyjazdem Edward przyniósł mi dwie pumy ,a Carlisle strzykawką wyciągnął z nich wszystką krew i przelał do butelek . Miało wystarczyć na pobyt tutaj . Z moim ‘ posiłkiem’ usiadłam w salonie . Nie jestem zła na Jake’a , ale postanowiłam , że pożartuje sobie troszkę .
Kiedy łykałam ostatni łyk krwi Jacob wszedł do pokoju. Usiadł naprzeciwko mnie . Spojrzałam na niego przelotnie i poszłam do kuchni odnieść kubek . On podążył za mną . Włożyłam kubek do zlewu i podeszłam do lodówki . Pomimo tego ,że zwykłe jedzenie nie zaspokajało moich potrzeb , niektóre rzeczy smakowały mi . Wyjęłam z zamrażarki lody i nałożyłam sobie do miseczki . Jake stał obok mnie cały czas . Ja przeszłam obok niego ,jakby go nie było . On złapał mnie za rękę i spojrzał w oczy .
- Możesz przestać mnie ignorować ? – zapytał ze strachem w oczach . I teraz kto tu się boi ? Cel osiągnięty . Ale postanowiłam ,że zrobię coś miłego dla niego . Wyrwałam się mu i poszłam do sypialni . Podeszłam po telefon . Wykręciłam numer do Belli .
-  Renesmee ! I jak tam ? – miło było usłyszeć głos mamy .
- Bardzo dobrze . Mamo , mam do ciebie prośbę …
- Wiedziałam ,że czegoś chcesz . – powiedziała i zaśmiała się dźwięcznie .
- Nie znasz może jakiegoś pastora na Hawajach ? .
- Renesmee Carlie Cullen , co ty kombinujesz ?
- Mamuś , no wiesz . Jesteśmy z Jacob’em bardzo długo i kocham go . Jestem pewna ,że nigdy się nie rozstaniemy . A więc co stoi na przeszkodzie ? .
- No dobrze , ale chcecie się pobrać po cichu ? Bez rodziny ? .
- Właściwie to ja to wymyśliłam . Jake nic o tym jeszcze nie wie . Chce mu zrobić niespodziankę . Przepraszam was , że nie będziecie na naszym ślubie , ale obiecuje ,że gdy przyjedziemy zorganizujemy wesele .
- No to Alice nie będzie wesoła . Ale może zdołam ją przekonać tym weselem . Z mojej strony jak najbardziej , rób co chcesz . Wiem jaka frustracja jest ze ślubem . Też chcieliśmy się pobrać po cichu ,ale Alice była po naszej decyzji przygnębiona , więc postanowiliśmy jej nie smucić i poszliśmy jej na rękę .
- Więc się nie gniewasz ? – wolałam się upewnić .
- Nie . Wręcz się cieszę . – powiedziała to z entuzjazmem w głosie. – Zaraz obdzwonię pastorów i zobaczę co da się zrobić .
- Dziękuje ci mamo . Kocham cię .
- Też cię kocham Nessi . Trzymaj się . – i odłożyła słuchawkę .
_________________________________________
Postanowiłam jednak dodać następny rozdział jeszcze w wakacje . Mam nadzieję ,że ktoś tu jeszcze jest . naraźka ; *

sobota, 30 czerwca 2012

INFORMACJA !




Chciałam wam powiedzieć ,że na okrs wakacji chyba zawiesze bloga . I tak tutaj nikt teraz nie zagląda ,a ja nie mam zabardzo czasu na pisanie . Więc chyba tak będzie najlepiej . Ale po wakacjach powróce , napewno ! A więc żegnam . Do września ! :**

poniedziałek, 25 czerwca 2012

ROZDZIAŁ 18. "Hawaje"

Nasz samolot był już gotowy . Wszyscy ruszyli w stronę wejścia . Troszkę się stresowałam , bo nigdy nie leciałam samolotem . Weszliśmy . Pokazaliśmy hostessie bilety ,a ta wskazała nam nasze miejsca . Rzędy były trzyosobowe . Mi trafiło się miejsce pod oknem . Usiadłam wygodnie . Jake , który miał miejsce obok mnie , najpierw włożył nasze bagaże podręczne do schowka , a potem usiadł . Nagle do samolotu weszła jakaś dziunia . Miała założone czarne szpilki , mini tego samego koloru i biały top z ogromnym dekoltem . Długie czarne włosy opadały jej na ramiona . Była całkiem ładna ,ale zbyt sztuczna . Zauważyłam ,że zostały tylko dwa wolne miejsca , obok jakiegoś starszego pana i obok Jacoba . Modliłam się ,żeby nie usiadła obok mojego chłopaka . Podeszła do hostessy , a ta powiedziała jej gdzie usiąść . Spojrzała w naszą stronę i na jej twarzy pojawił się szyderczy uśmieszek . O nie ! Tylko nie to … Idąc  ku nam poprawiała włosy , naciągała bluzeczkę , aby dekolt był jeszcze większy i wydęła usta ,tak ,że wyglądała , jakby miała je sztuczne … O boże co za sucza! Usadowiła się na swoim miejscu , spojrzała w stronę mojego chłopaka , potem na mnie , potem znów na Jaka’a i uśmiechnęła się triumfalnie .
-Witaj ! – powiedziała seksownym głosem , myślałam ,że tam wybuchnę ! Jake spojrzał na nią zdezoriętowany . Popatrzył na jej twarz ,a potem… oczywiście , na cycki ! Zrobił wielkie oczy .
- Cześć . – odpowiedział jej . Dyszałam już ze złości . Spokojnie Nessie , on przecież nie zainteresuje się taką lalunią . Nagle pilot zabrał głos i poprosił ,aby zapiąć pasy . Pospiesznie wykonałam o co prosił . Zaczęliśmy startować . Chwyciłam Jacoba za rękę . Bałam się trochę . On uśmiechnął się do mnie słodko i mocno uścisnął moją dłoń . Ona to zobaczyła i zrobiła złą minę . Nie przejęłam się tym ani trochę . Jake jest mój i zawsze mój pozostanie . Podczas lotu rozmawiałam z moim chłopakiem i naglę usnęłam . Spałam tak chyba dobre 2 godziny , aż się przebudziłam . Usłyszałam chichot jakiejś dziewczyny i śmiech … Jake’a ?! Z ogromną prędkością spojrzałam w jego stronę . Razem z tą pizdą rozmawiali i śmiali się . Teraz to już byłam wściekła . Spostrzegłam ,że trzyma ona rękę na nodze mojego ukochanego . Już miałam jej się rzucić do gardła . Nie miałaby przy mnie szans . Jakie może mieć szanse zwykły śmiertelnik z pół wampirem ? Żadne. Ale postanowiłam się uspokoić . Chrząknęłam wystarczająco głośno ,aby mnie usłyszeli . Jacob speszony spojrzał w moją stronę .
- O cześć skarbie … nie wiedziałem ,że już nie śpisz … właśnie Hannah opowiadała mi historię jak to … - i przerwał , bo zauważył ,że patrzę się ze złością na jego nogę , na której ta małpa trzymała dłoń . Szybko ją zrzucił . Spojrzał na mnie potulnym wzrokiem . – Przepraszam cię . – wybąknął .
- Za co ty ją przepraszasz ?- z rozbawieniem zapytała ta „lalka” .
- To nie on powinien mnie przepraszać , tylko ty . Powinnaś przeprosić za to ,że jesteś taką suką ! – powiedziałam ze złością przez zaciśnięte zęby .
- Że co proszę ?! – powiedziała oburzona .
- To co słyszałaś .
- Hahaha , jesteś śmieszna . Zachowujesz się jak małe dziecko .
- To nie ja podrywam chłopaka wiedząc ,że on ma dziewczynę . To nie ja ubieram się jak dziwka . To nie ja …
- Nessie proszę cię , uspokój się . – błagał Jake .
- Nie zdołam się uspokoić dopóki ona tu siedzi . – w tym momencie podeszła hostessa .
- Przepraszam bardzo , ale inni pasażerowie skarżą się , że państwo się kłócicie i nie dajecie im odpocząć .
- Przepraszamy bardzo . – Jacob wyręczył nas . – Ale mam prośbę . Wtedy na pewno nie usłyszy pani żadnej kłótni .
- Tak ? Jaką ? – zapytała zaciekawiona hostessa .
- Prosiłbym o przeniesienie tej pani na inne wolne miejsce ,ponieważ to ona jest przyczyną tych kłótni. – mówiąc to wskazywał na Hannah . Byłam w szoku . Wstawił się za mną .
- Pffff ! – ta małpa wstała i odeszła z obrażoną miną .
Reszta lotu minęła w ciszy . Byłam mu wdzięczna za to ,że się za mną wstawił ,ale wciąż byłam zła . Gdy wylądowaliśmy poszłam po swój bagaż i zaczekałam na Jacob’a . Gdy podszedł od razu zapytał :
- Wciąż się na mnie gniewasz ?
- Nie gniewam się , tylko jestem zła .
- To jedno i to samo .
- No to widzisz , masz już odpowiedź .
- Skarbie , naprawdę cię przepraszam , ale ty zasnęłaś , a mi się nudziło . Ona zaczęła do mnie gadać i tak jakoś się to dalej ciągło …
- A to ,że jej ręka spoczywała na twojej nodze , to też przez to ,że ci się nudziło ?
- Nawet nie zauważyłem , kiedy położyła ją tam . Uwierz mi . Nie mam z nią nic wspólnego . – no i zrobił te przeklęte proszące oczka ! Nie miałam siły im się przeciwstawić , uległam …
- No dobrze …
- Kocham cię ! – powiedziawszy to podszedł blisko mnie i złożył namiętny pocałunek na moich ustach. Potem spojrzałam mu prosto w oczy .
- Ja też cię ko… - tylko to zdołałam wydusić , bo on znów wpił swe usta w moje .
Następnie podążyliśmy w stronę taksówek . Trzymaliśmy się za ręce i oboje promiennie uśmiechaliśmy . Już mieliśmy wsiadać do taksówki gdy podszedł do nas pewien mężczyzna ubrany w garnitur.
- Przepraszam , czy pan Black i panna Cullen ?
- Tak , zgadza się . – odpowiedziałam zdziwiona . Skąd on nas zna ?!
- Proszę za mną . – powiedział uprzejmie .
- Przepraszam ,a kim pan jest ? – zadał pytanie Jake .
- Jestem waszym szoferem . Czy pani Alice nic nie mówiła ? – Alice !? Ona zawsze coś musi uknuć .
- Niestety, nic nie mówiła .
- Ale teraz państwo wiecie kim jestem , więc zapraszam do wozu . – wskazał ręką na ogromną czarną limuzynę . Zrobiłam wielkie oczy . Wziął od nas bagaże i otworzył drzwi . Weszłam do środka . Nie mogłam się nadziwić . Skąd tu się wzięło tyle miejsca ? Usiadłam wygodnie . Wyciągnęłam telefon z kieszeni . Wybrałam numer do Alice . Już po pierwszym sygnale odebrała .
- I co dolecieliście bezpiecznie ? Jak wrażenia ? Podoba ci się tutaj ? Dojechaliście już do hotelu ? – chochlik zasypywał mnie masą pytań .
- Alice ! Spokojnie …
- Oj . No tak . Przepraszam zapędziłam się troszkę .
- Po pierwsze , lot minął bardzo dobrze , no z wyjątkiem jednego pewnego zdarzenia . Ale o tym opowiem ci w domu . Po drugie , jeszcze nie jesteśmy w hotelu , dopiero wsiedliśmy do wozu . A propos wozu . Alice , co ci strzeliło do głowy ,żeby wynajmować limuzynę i szofera ?
- Moja bratanica musi mieć to , co najlepsze . – odpowiedziała z dumą .
- Alice ,jestem ci za to wdzięczna ,ale czasami przesadzasz …
- Czasami ? – prychnął śmiechem mój ukochany .
- Powiedz Jake’owi ,że go słyszałam . – odparła moja ciotka .
- Jacob , ona mówi ,że cię słyszała . – powiedziałam od niechcenia .
- No i o to chodziło . – zaczął się śmiać .
- Jak tylko przyjedziecie ,to dostanie mu się .
- Hahahaha , już to widzę . – drwił sobie Jake .
- Dobra,skończcie już . – denerwowało mnie już to ich przekomarzanie się .
- Dobrze , trzymaj się Nessie !
- Pa , Alice ! – i się rozłączyłam .
Jechaliśmy główną ulicą . Było pełno ludzi . Z wyglądu można stwierdzić, że większość z nich to turyści. Podobało mi się tutaj . Miasto tętniące życiem . Pełno kolorowych straganów . Wszyscy ludzie byli uśmiechnięci ‘od ucha do ucha’ . Nagle skręciliśmy w jakąś polną drogę . Było na niej może zaledwie trzech ludzi . Wjechaliśmy do jakiegoś ogromnego lasu , gdzie już całkiem żywej duszy nie było . Trochę to było dziwne . Znajdowaliśmy się daleko od jakichkolwiek hoteli . W oddali zobaczyłam domek . Gdy podjechaliśmy bliżej zauważyłam ,że to nie żaden domek , tylko wręcz pałac ! Był ogromny . Cały był z drewna. Miał dwa piętra . Trzy metry od domu znajdowała się plaża i morze . Samochód zatrzymał się . Szybko wyleciałam z auta . Rozglądałam się z szeroko otworzonymi oczyma. Tu jest cudownie ! Weszłam pospiesznie do środka . Przedpokój był zwyczajny , pomalowany na biało . Była tam tylko drewniana szafka na buty , wieszak na ubrania i parę obrazów . Skręciłam w prawo . Znajdowałam się teraz w pokoju głównym . Był w kolorze kremowym . Brązowe stare meble idealnie pasowały do tego koloru . Gdzieniegdzie były położone skóry dzikich zwierząt .  Poszłam do następnego pomieszczenia , okazało się ,że to kuchnia . Była w kolorach niebiesko- białych . Efekt był bardzo ładny . Potem była łazienka . Była malutka . Zielone płytki , biały prysznic i tego samego koloru ubikacja i komoda . Podejrzewałam ,że większa znajduje się na górze . Popędziłam szybko po schodach . Na górze był mały przedpokoik w kolorze żółtym . Była tam tylko mała półeczka w kolorze niebieskim . Znajdowały się tam też trzy drzwi , prowadzące do kolejnych pomieszczeń . Otworzyłam pierwsze . I tak jak się spodziewałam, znalazłam się w ogromnej łazience . Wanna , w której spokojnie zmieściłyby się trzy osoby, znajdowała się na środku . Na jednej ścianie wisiało ogromne lustro ,a pod nim mieściły się dwie umywalki . Był tak także jeszcze jeden prysznic , ubikacja , bidet , półeczki , itp.  Łazienka była w kolorach brązowo – kremowo – białych . Podążałam teraz do następnego pokoju. Otworzyłam drzwi i moim oczom ukazała się wspaniała sypialnia ! Była ona w kolorach czerwono – czarno – białych .  Wielkie łoże z baldachimem , które w całości było w bieli wspaniale wyglądało na czerwonej ścianie . Równolegle do łóżka , znajdowała się ściana , także koloru czerwonego , przy której znajdowała się ogromna stara czarna szafa z elementami białego koloru . Wisiał tam także obraz , miał białą ramę . Namalowana była tam jakaś para . Wyglądał on bardzo staro . Kobieta , która się tam znajdowała kogoś mi przypominała , tylko nie wiem kogo … U dołu obrazu zobaczyłam ,że jest wyryta litera „ E ” . Nie rozumiałam o co chodzi … Postanowiłam dalej zwiedzać pokój . Na następnej ścianie , koloru białego , były dwie czarne komody , czerwona lampa  oraz lustro w szkarłatnej ramie . Na panelach spoczywał puszysty biały dywan. Było tutaj cudownie ! Tak jak w innych pokojach meble były bardzo stare , tylko niektóre rzeczy były nowe i wyglądały jakby dopiero co były dodane do wnętrza , ściany były trochę wyblakłe , ale nie przeszkadzało mi to , tak nawet wyglądało ładniej. Lubiłam domki w starym stylu  .Udałam się do następnego pomieszczenia . Niestety gdy chciałam otworzyć drzwi nieudało mi się to , ponieważ były zamknięte . Zobaczyłam ,że na niebieskiej półeczce w przedpokoju leży stary klucz . Wzięłam go . Włożyłam do zamka i przekręciłam . Udało się ! Drzwi otworzone . Był to malutki pokoik . Ściany pomalowane na jasną zieleń , drewniane łóżko z białą pościelą . Na środku stał mały drewniany stoliczek i malutkie białe krzesełko . Otworzyłam białą szafeczkę , która znajdowała się pod ścianą . Była tam stara szmaciana laleczka . Obok niej leżało stare , wyblakłe czarno – białe zdjęcie . Wzięłam je w dłoń . Znajdowała się tam ta sama kobieta , co na obrazie , tylko tym razem nie była z mężczyzną , tylko z malutką dziewczynką , wyglądała na co najmniej roczek . Odwróciłam zdjęcie . W tyle było napisane :
„ Kochani Julian i Harris ,
 Kocham was z całego serca , ale niestety muszę was opuścić . Tak będzie dla was lepiej . Nigdy nie przestanę o was myśleć . Zawsze pozostaniecie w moim sercu , do końca życia i nawet dłużej .
Ty Julian wyrośniesz na śliczną , mądrą i rozsądną dziewczynę , jestem tego pewna . Opiekuj się ojcem . I pamiętaj ! Nigdy nie daj się zastraszyć i stawiaj zawsze na swoim , a osiągniesz wszystko .
A ty Harris , wiedz , że jesteś jedynym mężczyzną w moim życiu . I zawsze byłeś . Nie boję się ,że pod twoją opieką Julian zejdzie na złą drogę , nie . Wiem na pewno ,że wychowasz ją najlepiej jak umiesz .
Jeszcze raz KOCHAM WAS .
Żegnajcie .
E . ”
Łzy napłynęły mi do oczu . Wzruszyłam się . I znowu ta „ E ” … Postanowiłam ,że dowiem się kto to jest . Z dołu usłyszałam wołanie Jacoba . Zamknęłam drzwi na klucz i odłożyłam go na miejsce . Zbiegłam na dół .
- Płakałaś ? – z troską zapytał się Jake .
- Nie … ja tylko …wzruszyłam się . Tu jest tak pięknie . – na razie postanowiłam nie mówić mu o tym .
- Racja , jak w raju . – powiedziawszy to przytulił mnie mocno . W mojej głowie cały czas widniała ta „E ” . Muszę się dowiedzieć kto to jest … albo był …


_______________________________
Noo i jest . W końcu go skończyłam . Podejrzewam ,że następne posty będą się pojawiać jeszcze żadziej , bo zaczynają się wakacje i znając życie , nie będę miała czasu na pisanie . Ale postaram się pisać jak najczęściej . Mam nadzieję ,że się spodoba : )

piątek, 15 czerwca 2012

ROZDZIAŁ 17 . "Wyjazd" .

Siedziałam z zamkniętymi oczami na polanie. Upajałam się świeżym powietrzem . Z głębi lasu słychać było śpiewy ptaków ,szum wiatru, odgłosy różnych owadów . Po głowie krążyła mi myśl, że muszę się z tym pożegnać na całe dwa tygodnie . Jeszcze nigdy nie wyjeżdżałam na dłużej z Forks . Tutaj się wychowałam i zawsze , gdziekolwiek będę się znajdować , będę za tym tęsknić.
Nagle wszystko ucichło. Otworzyłam szybko oczy . Jake przemienił się w wilkołaka i stał w pozycji gotowej do ataku . Pospiesznie skryłam się za nim. Teraz oboje wpatrywaliśmy się w pewien obiekt w środku lasu , który z ogromną prędkością zbliżał się do nas. W pewnej chwili zauważyłam , że tą osobą jest nieziemsko piękna kobieta. Zatrzymała się na odległość jakiś dziesięciu metrów . Dostrzegłam, że ma szkarłatno- czerwone tęczówki oraz ,że w jej oczach kryje się strach .  Postanowiłam ,że podejdę bliżej , na znak tego , że jesteśmy pokojowo nastawieni . Zrobiłam trzy kroki w przód . On cały czas przyglądała mi się podejrzliwie .  Zrobiłam jeszcze 5 kroków . W tym momencie ona cofnęła się krok w tył .
- Nie bój się . – powiedziałam przyjaźnie .
- Wcale się nie boje . – pewnym głosem odezwała się niespodziewanie .
- To dlaczego cofasz się do tyłu ? – zapytałam , widząc ,że cały czas robi kroki w tył .
- Nie ufam wam …
- Nie martw się . Jesteśmy przyjaźnie nastawieni . – z wielkim uśmiechem na ustach próbowałam ośmielić przybyszkę . – Mam na imię Renesmee . – wyciągnęłam rękę i zbliżyłam się o 5 kroków w przód . Ta także podeszła i uścisnęła mi dłoń .
- Nazywam się Fiona . – i w końcu na jej twarzy zagościł uśmiech . – A to kto ? – zapytała , patrząc podejrzliwie na mojego wilkołaka .
- To jest Jake , mój chłopak .
- Chodzisz z wilkiem ? – zapytała z ogromnym szokiem . Rozśmieszyło mnie to pytanie i wybuchłam śmiechem .
- Nie , to jest zmiennokształtny człowiek . – odpowiedziałam dalej pełna  rozbawienia . – Jacob , idź może się przemień , dobrze ? – mój chłopak na to pytanie pokiwał głową i wszedł do lasu . – A co ty tutaj robisz ? – teraz zwróciłam się do Fiony .
- Jakieś dwa dni temu zostałam zmieniona, po czym szybko stamtąd uciekłam . I odtarłam ,aż tutaj .
-A jak zostałaś przemieniona ? Skąd uciekłaś ? – zasypywałam ją toną pytań ,ale chciałam wiedzieć o niej jak najwięcej .
- Dokładnie nie pamiętam . Wiem tylko tyle , że obudziłam się z ogromnym pragnieniem . Leżałam na zimnej posadzce w jakimś zamku . Wstałam i zobaczyłam ich …
- Ich ? Czyli kogo ?
- Nie wiem kto to był . Było ich trzech . Byli dumni i wdzięczni. Jeden z nich cały czas się do mnie uśmiechał . Ale nie tak jak ty, przyjaźnie  , tylko jakoś tak… jakby miał jakieś plany wobec mnie . Wypytywali mnie o różne rzeczy . Ja im mówiłam ,że nic nie pamiętam . Nie wiem kim byłam jako człowiek . Zupełna pustka . Jeden z nich bardzo się rozzłościł i kazał mnie jednemu ze swoich ochroniarzy mnie ‘zniszczyć’ . Ale ten , który się do mnie uśmiechał wstawił się za mną , sama nie wiem dlaczego , oraz kazał mnie zaprowadzić do mojej komnaty . Piękna szatynka wskazała mi drogę. W tym pokoju ściany były pomalowane na czarno , a na oknie była powieszona szkarłatna zasłona . Usiadałam na czarnym narożniku . W gardle cały czas mnie piekło . Nagle otworzyły się drzwi . Do pokoju weszła ta sama kobieta , która mnie tu przyprowadziła . W ręce trzymała duży kubek . Postawiła mi go na czerwonym stoliku i bez słowa wyszła . Sięgnęłam po naczynie . Była w nim krew . Troszkę się obrzydziłam ,ale z jakaś część mnie chciała to wypić . Wzięłam pierwszy łyk . Zasmakowało mi . A co lepsze , gardło przestało tak palić . Susem wypiłam resztę . Siedziałam tak i zastanawiałam się co się ze mną stało . Nagle podmuch wiatru jakimś cudem otworzył okno w mojej komnacie . Bez chwili zastanowienia wyskoczyłam przez nie i pobiegłam przed siebie . Jakaś siła przywiodła mnie tutaj i oto jestem . – skończyła swój monolog . Zaskoczył mnie . Jedno wiem . Była u Volturi’ch . I pewnie posiada jakiś talent , skoro Aro wstawił się za nią .
- Zaskoczyłaś mnie . – powiedziałam w końcu . Ta uśmiechnęła się lekko . W tym momencie z lasu wyszedł Jake . – Jacob , nie uwierzysz ...
- Wiem , wiem wszystko słyszałem . – przerwał mi . – Może dobrym pomysłem będzię jeżeli zaprowadzimy ją do domu , bo zaraz będziemy musieli już wyjeżdżać …
- Ach tak ! Wyjazd , zupełnie o tym zapomniałam . Chodźmy ! – zrobiłam krok w przód ,a Fiona podleciała pospiesznie i chwyciła się mojej ręki . Cieszyłam się ,że już mi zaufała. Jake szedł za nami z podejrzliwym wyrazem twarzy .
Weszliśmy do domu . Wszyscy stali na baczność . Przyglądali się Fionie z uwagą .
- Cześć wszystkim ! To jest Fiona . Uciekła od Volturi’ch .
- To niemożliwe … - powiedział Carlisle .
- Jak widać , jest możliwe – odezwała się Rosalie .
Po tych słowach wszyscy usiedliśmy na sofie ,a Fiona znów powiedziała swoją historię . Ja w połowie przeprosiłam ją i usprawiedliwiłam się naszym wyjazdem . Ona odrzekła ,że nie ma sprawy oraz ,że czuje się tu dobrze i bez problemu mogę ją samą z moją rodziną zostawić . Poszła na górę , przebrałam się w wygodne ciuchy . Spakowałam bagaż podręczny . Zażuciłam plecak na plecy i zeszłam na dół , zobaczyć , czy Jake już wrócił od siebie z domu . Okazało się ,że czeka na mnie przy schodach .
- Jacob , mógłbyś mi znieść walizkę , jest trochę ciężka … - poprosiłam łagodnym głosem .
- Jest za ciężka ? Dla półwampirzycy ? To coś ty tam spakowała ? – odrzekł z sarkazmem .
- Tylko potrzebne rzeczy  ! – usprawiedliwiłam się .
- Taaa , jasne . – powiedziawszy o poszedł do mojego pokoju i już chwilę potem schodził z moją torbą.
- Dziękuję ci . – w podziękowaniu pocałowałam go delikatnie . Od razu się uśmiechnął .
Pożegnaliśmy się z wszystkimi . Dostałam oczywiście wykład , jak mam się zachowywać i czego mam nie robić . Ale wiedziałam już ,że połowę z zabronionych rzeczy i tak zrobię . Najczulej żegnałam się z Bellą . Ona ,aż się „popłakała” ( wampiry nie płaczą , ale gdy mają taką potrzebę to wydają specyficzny odgłos) . Po tu całym żegnaniu się poszliśy z Jacob’em do samochodu . Emmet obiecał ,że nas podwiezie na lotnisko swoim Jeppem . W drodze „mój wujek” zobowiązał się pilnować Fiony pod moją nieobecność .
Na miejscu czekała nas jeszcze odprawa i inne duperele . Wszystko to trwało prawie godzinę . Potem usiedliśmy i pozostało tylko czekać na samolot …
_________________________
Trochę długo to pisałam ,ale nie miałam weny i do dzisiejszego dnia w mojej szkole wystawiali oceny , więc było ciężko . Ale jest już dobrze poprawiłam wszystkie oceny ,które chciałam poprawić . Więc mam średnią 5.2 :) Jak na gimnazjum to chyba dobrze , przynajmniej mi się tak wydaje :D
No nic , następny rozdział będze ciekawszy , mam już nawet pomysł na niego . Więc życzcie mi weny XD .



poniedziałek, 4 czerwca 2012

ROZDZIAŁ 16 . "Powrót"

To już dziś . Tego dnia wyjeżdżam z Jacob’em na Hawaje . Już się nie mogę doczekać . O dziewiętnastej mamy być na lotnisku . Jest siódma rano . Jakoś nie mogę spać , może to z powodu ekscytacji tą wycieczką . Poczułam ,że ktoś skacze po drzwiach mojego pokoju . Zapewne jest to Backo . Poszła mu otworzyć . Wleciał jak z procy i skoczył mi na łóżko . Uwielbiam tego psa ! Z powrotem zamknęłam drzwi i położyłam się na łóżku . Patrzyłam w sufit ,a Backo nosem trącał moją rękę .
- Co chcesz mały ? – zapytałam „moje maleństwo” . Zrobił proszącą minę . Oho ! Chyba jest głodny . Wstałam , podeszłam do drzwi i je otworzyłam . – No chodź , dam ci coś . – On jednak nie ruszał się z miejsca . Ciekawe o co mu chodzi … - Backo ! No ruszaj się , idziemy do kuchni . – Ale on uparcie siedział na podłodze . Spojrzałam na niego złym wzrokiem , a ten wstał i podszedł do okna . Zrobiłam zdziwioną minę . On zaś wskazał pyszczkiem okno . Chyba chodziło mu ,abym przez nie zajrzała . Podeszłam i wyjrzałam przez okno . Nic nie zobaczyłam . Spojrzałam na Backo zdezorientowana . Popatrzyłam jeszcze raz . Tym razem ktoś stał na skraju lasu . I ten ktoś przyglądał się mi . Byłam zszokowana . Jaki ten pies jest mądry ! Wytężyłam wzrok ,aby zobaczyć kto to jest . Wyglądał zupełnie jak Erick . Szybko zeszłam na dół i w wampirzym tempie podbiegłam na to miejsce , gdzie stał owy chłopak . Podeszłam do niego powoli , był odwrócony tyłem . Kiedy stałam na odległość jakiś 2 metrów , „ujawnił” swoją twarz .
- Erick ! – Wpadłam mu w ramiona . – Gdzie ty byłeś ? Wszyscy cie szukali . – On tylko przytulał mnie mocno ,ale nic nie mówił . – Erick … co się stało ? – zapytałam go w końcu , przejęta tym, że w ogóle się do mnie nie odzywał .
- Nic . Po prostu postanowiłem zwiedzić Amerykę .
- Całą Amerykę ? – byłam zszokowana .
- Niee , oczywiście ,że nie . Tylko pewną część . I wpadłem właśnie w odwiedziny .
- Jak to w odwiedziny ?
- W szkole mi się nudzi , to nie dla mnie . Zwiedzę całą Amerykę , może później też Europę . Kto wie …
- Czyli nie zostajesz ? – było mi trochę smutno ,myślałam ,że zostanie .
- Nie . Przyszedłem tylko wytłumaczyć się z mojego zniknięcia i wracam do mojej podróży .
- Rozumiem …
- A ty nie w szkole ? – zmienił szybko temat .
- Nie , dziś z Jacob’em wyjeżdżamy na Hawaje . – powiedziałam szczęśliwa .
- To Jake wrócił ?
- Tak ,wrócił . Tego samego dnia , w którym zniknąłeś . – nagle usłyszałam jakiś szelest w krzakach . Spojrzałam kto to może być . Zauważyłam tylko rdzawo brązową sierść . – Jake , wyłaź ! – Wyszedł ,tak jak prosiłam . Ale nie był już wilkiem tylko powrotem przemienił się w człowieka .
- Cześć … - powiedział , podszedł do mnie i chwycił mnie w talii .
- Spokojnie , jesteśmy tylko przyjaciółmi . – wytłumaczył się Erick . – A , i przepraszam cię, za ta akcję z pocałunkiem .
- Nie ma sprawy . – uśmiechnął się do niego Jacob . Chyba mu wybaczył . Ufff ! Całe szczęście . Uścisnęli sobie dłoń .
- Słyszałem ,że wyjeżdżacie na Hawaje ? – zapytał Erick Jacob’a .
- Tak , dziś wieczorem . – cały czas oboje byli uśmiechnięci .
- To życzę miłej zabawy . A teraz wybaczcie , pójdę do domu i przywitam się z wszystkimi , a za razem pożegnam .
- Jak to pożegnasz ? To ty nie zostajesz ? – zapytał Jake .
- Nie . Chce zwiedzić świat . Nic mnie tu nie trzyma , więc nie ma przeszkód .
- Aha . To życzę powodzenia . – po tych słowach pożegnaliśmy się z Erick’iem . On poszedł do domu ,zaś my poszliśmy na spacer . Szliśmy bardzo powoli . Trzymaliśmy się cały czas za rękę . Milczeliśmy . W końcu dotarliśmy na jakąś polanę . Usiadłam pod wysokim drzewem , zaś mój ukochany stał i wpatrywał się w głąb lasu .
___________________________
Króciutki ale nie mam teraz czasu . Do 15/06 wystawianie ocen . a ja muszę poprawić ta przeklętą fizykę  -.-więc nastepny najprawdopodobniej pojawi się w piatek lub czwartek :D

niedziela, 27 maja 2012

ROZDZIAŁ 15 . "List"

Do mojego pokoju wpadły promienie słoneczne . Nie spałam od jakiś 10 minut . Leżałam i rozmyślałam o wczorajszym dniu . Żal mi Logana . Jacob opowiedział mi jak zachował się na widok Flor i Seth’a . Nie powiem tego Florence . Nigdy. To on to musi zrobić . Sam ma jej powiedzieć co niej czuje . Nagle ktoś zapukał do drzwi od mojego pokoju .
- Proszę ! – krzyknęłam . Weszła Flor .
- Hej , już nie śpisz ? – zapytała .
- Nie , a co ?
- Muszę z tobą porozmawiać. – odrzekła i usiadła obok mnie na łóżku. Chyba nawet wiem na jaki temat … - Chodzi o Logana . Wiesz czemu się tak wczoraj zachował ? Zazwyczaj wita się ze mną z uśmiechem , a teraz przeszedł obok mnie z gniewem bez słowa . Nie rozumiem…
- Flor , to ty z nim musisz porozmawiać . Ja ci w niczym nie pomogę . – odpowiedziałam stanowczo .
- Okej , spróbuję . – powiedziała i wyszła z mojego pokoju .
Wstałam z łóżka . Poszłam do łazienki na „poranną toaletę” . Potem ubrałam się i zeszłam do salonu . Nikogo tam nie było . Zdziwiłam się . Zawsze było pełno wampirów z mojej rodziny w tym pokoju . Zobaczyłam list na blacie . Był zaadresowany do mnie . Zaczęłam czytać .
Nessie ,
Nie ma nas w domu, ponieważ postanowiliśmy poszukać Erick’a . Zadzwoniłem rano do Mercedes ,a ta zaprzeczyła ,że byli razem w Seattle . Powiedziała natomiast ,że od razu po szkole pojechał gdzieś . Nie ma go już dwa dni . Zaczęliśmy się martwić . Gdyby zostawił jakiś list lub jakiś znak to by było coś innego . Ale on nie zostawił nic . Przeszukamy najbliższą okolicę , jeżeli nic nie znajdziemy to jutro będziemy szukać dalej . Nie martw się , wszystko będzie dobrze. Jacob obiecał ,że zaraz po patrolu przyjdzie do Ciebie .
                                                                                                                        Edward
Trochę się zmartwiłam . Ale Edward napisał ,że wszytsko będzie dobrze , a ja mu wierzę . Usiadłam na kanapie . Włączyłam telewizor . „Przeleciałam” wszystkie kanały ,ale nic wartościowego nie znalazłam. Wyłożyłam się wygodnie . Do pokoju wleciał Backo .
- O cześć maluchu !  -zawołałam ,a ten wskoczył mi na kolana . – Ale ty urosłeś ! – na moje słowa zaszczekał wesoło . Położył się obok mnie i wtem oboje zasnęliśmy .
Obudziłam się . Leżał koło mnie mój pies oraz naprzeciwko mnie , w fotelu , siedział Jake . Uśmiechał się do mnie wesoło .
- Może należało by wstać , śpiąca królewno ? – zapytał z szyderczym uśmiechem na ustach . Spojrzałam na niego krzywo . – Mam dla ciebie niespodziankę . – powiedziawszy to podszedł do mnie. Wręczył mi kopertę . Otworzyłam ją . Były tam dwa bilety . Ucieszyłam się . Jeszcze nigdy nie była gdzieś dalej sama z Jacob’em . Zobaczyłam kiedy jest wylot . Okazało się, że za dwa dni . Spojrzałam jeszcze gdzie lecimy . Myślałam ,że oczy wyjdą mi z orbit !
- Jedziemy na Hawaje ?! – wykrzyknęłam z radością. – Oszalałeś ? Przecież takie wakacje kosztują majątek …
- To nie ja . Tylko twoja rodzinka .
- Tak się cieszę !
- Ja też - powiedział i pocałował mnie namiętnie . – W końcu będziemy tylko sami … - spojrzałam mu w oczy . Były takie piękne ! Potem zerknęłam na usta . Aż chciało się je całować … i tak tez zrobiłam . Następnie położyliśmy się na sofie i oglądaliśmy jakąś bezsensowną telenowelę , podczas gdy Backo latał po całym domu jak oszalały .
Po dwóch godzinach leniuchowania do domu weszła moja rodzina , niestety bez Erick’a . Zrobiło mi się trochę smutno .
- Nie znaleźliście go ? – zapytałam z nadzieją .
 - Nie . – odparł Emmet . – Szukaliśmy wszędzie, nie rozumiem jak on mógł tak uciec !
- Emmet, nie denerwuj się tak … - powiedziała Rosalie i przytuliła swego męża mocno . Poszli na górę do swojego pokoju . Postanowiłam nie przejmować się tak Erick’iem . Nie jest przecież dzieckiem , wie co robi …
Rozmawiałam z Bellą o wyjeździe na Hawaje . Powiedziała ,żebym koniecznie wzięła dużo strojów kąpielowych i dużo bielizny . Nie rozumiem o co jej chodzi . Ale zrobię tak , w sumie to moja mama , wie co mówi . Zaczęłam się pakować , dwa dni to wcale nie tak dużo …
OCZAMI LOGANA :
Dzisiejszy dzień jest koszmarny . W większości przez to co się stało wczorajszego dnia. Ja naprawdę ją kocham . A gdy zobaczyłem ją z jej chłopakiem , to po prostu nie wytrzymałem . Muszę jej o tym powiedzieć . Może wtedy będzie mi lżej . Wyszedłem z domu . Podążałem szosą . Gdy zobaczyłem spacerującą Flor . Podjechałem do niej .
- Może cię gdzieś podwieść ? – zapytałem przyjaźnie .
- Właściwie, to szła do ciebie .
- To wsiadaj . – powiedziałem . Byłem zaskoczony tym ,że szła do mnie . Usiadła na siedzeniu pasażera. Pojechaliśmy do mojego domu , tam nikogo nie było , więc mogliśmy spokojnie porozmawiać . Usiedliśmy w moim pokoju .
- Chciałaś o czymś ze mną porozmawiać ? –zapytałem niepewnie .
- Tak . Dlaczego wczoraj tak się zachowałeś ?
- A więc o to chodzi… - nie wiedziałem jak jej to wytłumaczyć .
- Więc ? – zapytała oczekując odpowiedzi .
- Zachowałem się tak bo … bo … no … - nie mogło mi przejść to przez gardło .
- No powiedź to wreszcie . –powiedziała prawie krzykiem .
- Bo cię kocham ! – krzyknąłem na cały głos . Florence zrobiła wielkie oczy pełne niedowierzenia . Wstała . Zaczęła chodzić w kółko po pokoju .
- Ale wiesz ,że ja mam chłopaka …
- Wiem . – powiedziałem pełnym smutku głosem .
- Podobasz mi się , naprawdę . Ale kocham Seth’a i on mnie też kocha . I nic ani nikt tego nie zmieni …
- Rozumiem cię .
- Mam nadzięję ,że zbytnio cię nie zmartwiłam . A teraz wybacz muszę już iść … - zaczęła iśc ku drzwiom . Nagle coś we mnie pękło . Podeszłem do niej szybko . Złapałem ją za ramiona . Spojrzałem jej w oczy .
- Pierwszy i ostatni raz … - i pocałowałem ją . Miała takie miękkie i namiętne usta … Nagle zaczęła się wyrywać i udało jej się to . Dostałem w twarz . Bolało .
- Przesuń się ! – uczyniłem co kazała . Ona szybko wybiegła z mojego domu i prędkim krokiem podążała ku swemu domu . Trochę byłem zły na siebie ,że ją pocałowałem ,ale z jednej strony się cieszyłem . Ponieważ mogłem tego nigdy nie uczynić …
Położyłem się na łóżku . Włączyłem płytę „Foo Fighters” . I tak leżałem przez długi czas słuchając muzyki ,aż ktoś nie zapukał do drzwi . Poszedłem na dół . Ktoś nachalnie pukał .
- Zaraz ! – krzyknąłem . Podszedłem i otworzyłem drzwi . Ujrzałem w nich chłopaka Flor .
- Czemu ją pocałowałeś ? – zapytał spokojnie , co mnie zdziwiło , ponieważ myślałem ,że będzie wściekły .
- Ponieważ ją kocham i chciałem chociaż raz ją pocałować . Przepraszam cię za to . Wiem ,że jest twoją dziewczyną , ale po prostu nie mogłem się powstrzymać …
- Dobra , rozumiem . Ale to nie mnie powinieneś przepraszać ,tylko ją .
- Jak tylko ją spotkam , to obiecuję ,że ją za to przeproszę .
- Dobra , muszę lecieć . – i poszedł . To była bardzo krótka ,ale stanowcza rozmowa .

____________________________________
taki tam rozdział , nie mam weny , wybaczcie . dziś także nie miałam zabardzo czasu , bo mam dziś urodziny . huhuhuhuhu <3.
moze wam sie spodoba , prosze o komentarze :D
pozdrowionka : ****

środa, 23 maja 2012

ROZDZIAŁ 14. "Odwiedziny"

Obudziłam się . Nie było obok mnie Jake’a . Zdziwiłam się . A jeżeli to był tylko sen ? To że wrócił , to mi się tylko przyśniło ? Zaczęłam rzewnie płakać. Od tej rozpaczy aż rozbolał mnie brzuch . Położyłam się desperacko na łóżku. Chciałam umrzeć . Bez niego to wszystko nie ma sensu . Poczułam jakbym straciła część mnie . Zamknęłam oczy i nadal płakałam . Nagle ktoś wszedł do mojego pokoju i poczułam ,że usiadł obok mnie na narożniku . Pewnie to był Edward albo Bella . Nie miałam ochoty z nikim rozmawiać .
- Skarbie co ci ? – otworzyłam z szokiem oczy .
- Jesteś… - ze szczęściem wtuliłam się w jego tors .
- Pewnie ,że jestem . A gdzie miałbym być ? Nie płacz proszę cię . – powiedziawszy to pocałował mnie z czułością w czoło .
- Myślałam ,że wczorajszy dzień to był tylko sen i że to ,że wróciłeś to fikcja . – Jacob uśmiechnął się serdecznie .
- Jestem tu i zawszę będę przy tobie . Obiecuję ci to . – tkliwie spojrzałam mu w oczy . Po czym pocałowałam go z czułością . Tę chwilę przerwał mój ojciec , który wszedł do pokoju .
- Nie mógłbyś chociaż zapukać ? – zapytałam oschle .
- Przepraszam ,ale masz gościa . – powiedział i wyszedł z pokoju . Powinnam była takim tonem do niego nie mówić . Przeproszę go , jak tylko się ubiorę . Wstałam z łóżka i poszłam do łazienki . Jake powiedział ,że pójdzie sprawdzić kto przyszedł . Ja w tym czasie ogarnę się .
OCZAMI JACOBA :
Schodziłem właśnie po schodach , gdy Alice mnie zawołała .
- Jake ! Chodź tu na chwilę ! – dobiegało wołanie z kuchni . Poszedłem posłusznie . W kuchni czekała na mnie Alice , Rosalie , Flor i Bella . Zastanawiałem się o co chodzi .
- Yyyy , co to zamach na moją osobę ? Jak tak to ja stąd idę . – powiedziałem ironicznie i zrobiłem przestraszona minę .
- Niee ! Chcemy ci coś dać . – powiedziała ze śmiechem Bella .
- Ale co ?
- Właściwie to jest prezent dla was … - wręczyła mi niezaklejoną kopertę .
- Mogę ? – zapytałem niepewnie .
- Oczywiście . – powiedziała , jak zawsze , z entuzjazmem Alice . Wyciągnąłem z koperty dwa bilety . Od razu się ucieszyłem , więc ufundowali nam wycieczkę . Super ! Spojrzałem gdzie te bilety są zaadresowane . Zrobiłem wielkie oczy . Hawaje !?
- Was już totalnie pogrzało ? – zapytałem zszokowany miejscem naszego pobytu .
- Nie ,czemu ? – zapytała urażona Alice .
- Bo przecież taki wyjazd jest cholernie drogi !
- Przestań , jeszcze nam podziękujesz . – powiedziała Rosalie .Nie rozumiałem o co jej chodzi . Aż przypomniałem sobie wczorajszą rozmowę z Nessi .
- Podsłuchiwaliście ! – rzuciłem w ich stronę . I tak jak przypuszczałem moje oskarżenia były trafne . bo zrobiły zawstydzone miny .
- No ,ale … no … - Bella nie wiedziała co powiedzieć .
- Dobra , dziękuje wam za bilety ,ale obiecałem powiadomić Nessi , kto przyszedł. – powiedziawszy to uśmiechnąłem się do nich i poszedłem do salonu .Flor wraz ze mną, aby wziąć stamtąd sweter i wyleciała z domu jak petarda . Na kanapie siedział jakiś chłopak . Nie wiem , nie znam się , ale był całkiem przystojny . Zrobiłem się zazdrosny … Pobiegłem na piętro . Otworzyłem drzwi do pokoju mojej dziewczyny .
 - Kto przyszedł ? – zapytała stojąc w spodenkach i w biustonoszu . Podszedłem do niej i pocałowałem ją czule . – Co to ? –zapytała zaskoczona .
- A co już nie mogę pocałować swojej dziewczyny ?
- Możesz ,ale byłam po prostu zaskoczona . – uśmiechnęła się do mnie i złożyła na moich ustach pocałunek . Potem ubrała się do końca .
- Chodź , bo twój gość się może niecierpliwić . – złapałem ją za rękę i podążyliśmy ku drzwiom . Gdy schodziliśmy owy chłopak wstał i spojrzał w naszą stronę . Jego mina była niepocieszona . Wiedziałem ,że podoba mu się Nessi . Po prostu wiedziałem ! Ale ma chłopak pecha, ona jest moja . Uśmiechnąłem się triumfalnie . Edward chyba wyczytał moje myśli , bo pojawił mu się uśmiech na twarzy i niezauważalnie pokręcił głową z rozbawienia .
- Witaj Nessi ! – przywitał się chłopak .
 - Cześć Logan ! Co ty tutaj robisz ?- z radością na twarzy moja ukochana podeszła do tego faceta . Usiadłem ze złą miną obok Edwarda .
 -Nie martw się tak , ona uważa go tylko za przyjaciela . Zresztą on ją też . – powiedział szeptem ojciec Renesmee . Ufff ! Ulga . Wstałem i podszedłem do mojej dziewczyny i jej znajomego .
- Jestem Jake . – przedstawiłem się i podałem mu rękę .
- Ja Logan . – odpowiedział przyjacielsko.
- Chodzisz z Nessi do szkoły ? – zapytałem .
- Tak . A ty gdzie chodzisz do szkoły ?
- Chodziłem do szkoły w rezerwacie La Push , ale już ją skończyłem .
- Ćwiczysz coś ? – zapytał patrząc wielkimi oczyma na moje mięśnie .
- Można tak powiedzieć … - nie wiedziałem jak to mam wyjaśnić , z jednej strony nic nie ćwiczę , a z drugiej strony , jako wilkołak wykonuję dużo pracy fizycznej .
- Nie rozumiem , ale dobra , nie wnikam . – powiedział z wielkim „bananem” na twarzy . Polubiłem go nawet . Kto wie, może wręcz się zaprzyjaźnimy ? Gadaliśmy długo . Cieszyłem się ,że chociaż jeden chłopak , nie chce uwieść mojej dziewczyny . W pewnym momencie Renesmee podeszła do Edwarda przeprosić go za dzisiejszy ton . On oczywiście jej przebaczył . Potem poszła do pokoju , aby zadzwonić po Flor , bo coś długo jej nie ma .Miała przyjść na obiad jakieś 2 godziny temu . Zostaliśmy samo . Mnie wciąż dręczyła jedna sprawa . Musiałem go o to zapytać .
- Dlaczego jak schodziłem z Nessie po schodach miałeś niepocieszoną minę ? 
- Aaa , to . To dlatego ,że chciałem z nią porozmawiać .
- A na jaki temat ? – zapytałem dociekliwie .
- Na temat Flor … - powiedział niepewnie . Pewnie ona mu się podoba . Spojrzałem w stronę Edwarda, który siedział na drugim końcu pokoju . Skinął głową , na znak potwierdzenia . Ale przecież ona jest z Seth’em … Będę musiał go zmartwić .
- Ale Flor ma chłopka, jest nim mój przyjaciel , Seth . Przykro mi . – uświadomiłem chłopaka . Zrobił smutną minę .
- Ah… a miałem nadzieję … - gdy to powiedział do domu weszli Flor i Seth . Trzymali się za ręce i tryskali szczęściem . Zauważyłem ,że Logan pod stołem zacisnął mocno pięść . Oczy mu się zeszkliły . Wstał z miejsca , ruszył przed siebie .  Bez słowa minął szczęśliwą parę i wyszedł . Zrobiło mi się żal chłopaka …
____________________________
Brak mi weny : < Ten rozdział bardzo ciężko mi się pisało , no ale jednak coś z tego wyszło ; p Może nastepny bd lepszy :D
Jak zwykle proszę o komentarze : p
Pozdrawiam
~cypisek ♥ .