środa, 5 września 2012

PRZEEEPRASZAAM .

Przepraszam was ,ale w najbliższym czasie nie dodam nowego rozdziału . Mam już jego część ,ale na razie nie dam rady pisać dalej . Mam blokade emocjonalną . Maasakra -.-' Ale postaram się pozbierać i pisać dalej . Trzymajcie za mnie kciuki : >

piątek, 24 sierpnia 2012

ROZDZIAŁ 21. "Cudowna noc" .

 Jake uparł się ,że jak przystało na parę młodą , wniesie mnie przez próg domu . Więc zgodziłam się, choć dla mnie to było bezsensowne . W jego ramionach czułam się bezpiecznie . Wiedziałam ,że nic nigdy mnie złego nie spotka . Byłam jego ,a on był mój . Zaniósł mnie prosto do sypialni . Postawił na ziemi . Wiedziałam co teraz ma się stać . Noc poślubna . Jacob pobiegł do łazienki na parterze , ja zaś popędziłam do tej na piętrze . Wskoczyłam do wanny jeszcze raz umyłam włosy , zmyłam makijaż . Chociaż goliłam nogi wczoraj wieczorem , to postanowiłam ,że tak dla pewności , ogolę je jeszcze raz .  Ręce  mi się trzęsły. Tego dnia po raz pierwszy jako małżonkowie , po raz pierwszy , tak naprawdę razem . Dostałam od Rosalie jedwabną białą koszulę nocną . Idealną na taką okazję . Ale zapomniałam o jednej rzeczy . Została ona w sypialni , gdzie czekał na mnie Jake. Rozglądnęłam się po łazience . Wisiała tylko stara flanelowa koszula Jacoba . Zarzuciłam ją na siebie . Może uda mi się przemknąć i włożyć koszulę nocną . Idąc korytarzem , zobaczyłam , że drzwi do sypialni są uchylone . Jake leżał na łożu z baldachimem . Już miałam złapać swoją koszulę leżącą na stoliku w firmowym opakowaniu i szybko się w nią przebrać , ale gdy mijałam łóżko, w świetle jednej , białej świecy błysnął jego nagi tors i ramię . Jacob złapał mnie za nadgarstek i przytrzymał .
- Dokąd to kochanie ? – spytał .
- Wybacz ,ale muszę się przebrać .
- Chodź no tu do mnie . – poprosił , przyciągając mnie do siebie na łóżko. Usiadłam na brzegu , ale on uchylił kołdrę i pomógł mi się wślizgnąć do środka . Zaczęliśmy się całować . Zerknęłam na Jacob’a . Oczy mu się błyszczały jak nigdy wcześniej . Wtuliłam się w niego i zrozumiałam , że tej nocy koszula od Rosalie nie będzie mi potrzebna .
- Nie mogę uwierzyć ,że to już . Że jesteśmy małżeństwem . – szepnęłam .
- A ja mogę . – pocałował mnie delikatnie . – Renesmee Black  - powiedział z uśmiechem .
- Będę się musiała do tego przyzwyczaić .
- Ja też chętnie będę się przyzwyczajał – rzekł , całując moją szyję , zagłębienie między obojczykami , piersi . – Do bycia z tobą .
Światło świecy napełniało pokuj tajemniczym blaskiem , przez to że płomień pełgał i tańczył. Jacob obejmował mnie , kiedy pochyliłam się nad nim , zbliżyłam i jedną ręką dotknęłam jego policzka . Patrzył na mnie czule , a ramiona miał jak z żelaza . Uniosłam się na łokciu , obmacałam jego muskuły i uśmiechnęłam się , kiedy się zdziwił . Drocząc się z nim , wpiłam mu się w rękę .
- Mój wilk – zażartowałam i pocałowałam go w tors.
- Moja wampirzyca – szepnął , drżąc pod muśnięciem moich ust , języka .
Nagle nasunęła mi się myśl . Jeżeli zajdę w ciążę . To dziecko będzie w jednej trzeciej wampirem , w jednej trzeciej człowiekiem , w jednej trzeciej wilkołakiem . To co z niego powstanie ?
- Jacob , co jeśli zajdę z ciążę ? – spytałam .
- Nie myśl o tym teraz . – poprosił , nie otwierając oczu.
- Proszę cię, porozmawiajmy na ten temat , bo …
Ale nie dał mi skończyć . Przewrócił mnie na wznak i wpił się w moje usta . Coś w nim eksplodowało . Powtarzał chrapliwie moje imię , jakby pożądał mnie bardziej niż czegokolwiek innego na świecie . Zarumieniłam się przy tym .
Obejmowałam go mocno . Czułam Jake’a w sobie , kołysałam się do rytmu . Jego ciało było gorące ,a przy tym twarde jak kość słoniowa , chociaż oboje wtopiliśmy się w jedno . Patrzyłam na niego namiętnie , a zarazem ufnie . Wędrowałam rękami po jego ciele . On zaś trzymał swe uda na mych biodrach. Wiedziałam ,że on jest kimś z kim przeżyje całe życie . Nie dlatego ,że jest najprzystojniejszym wilkołakiem , nawet nie dlatego ,że był kimś ważnym dla mojej rodziny ,ale ponieważ jest moim mężem , Jacob’em , z którym się wychowałam .
Następnego ranka obudziłam się na podłodze w sypialni . Przykryta byłam prześcieradłem , a wokół mnie latał pierz z poduszek . Zaczęłam się śmiać . Przypomniało mi się jak mama opowiadała o swojej nocy poślubnej . Tylko ona obudziła się na rozwalonym łóżku . Zaczęłam się rozglądać za nim ,ale nigdzie go nie widziałam . Wstałam , przeciągnęłam się . Wyjrzałam przez okno . Piasek na plaży pięknie się mienił w blasku wschodzącego słońca . Białe grzywy na morzu , powoli przykrywały błękit . Nagle usłyszałam ,że ktoś wychodzi z domku , spojrzałam na dół . Jake wynosił rozwalone deski . Spojrzałam w lewo i ujrzałam nasze łóżko . Właściwie , były to tylko połamane deski , materac , z którego powychodziły sprężyny , potargany baldachim i poszewki z poduszek . Wszystko to leżało na kupie z boku domu . Zachichotałam pod nosem . Ależ ja mam siły ! Chciałam zejść na dół ,ale spostrzegłam ,że jestem naga . Więc wzięłam prześcieradło , pod którym leżałam , owinęłam się nim . Zeszłam na dół. Spostrzegłam ,że w kuchni leży na stole mój codzienny kubek krwi , a obok stał talerz z jajecznicą i bekonem. Usiadłam przy stole i zaczęłam się zajadać . W ciągu minuty wszystko było zjedzone . Nagle do kuchni wszedł Jacob . Jak co dzień był w samych szortach , bez koszulki , ale po wczorajszej nocy zaczęłam postrzegać go inaczej . Dopiero teraz spostrzegłam jego idealnie zarysowany tors , grube , umięśnione raniona i mocne nogi . Wyglądał jak młody bóg. MÓJ młody bóg . Patrzył na mnie tymi pięknymi oczami . Aż nogi się uginały .
-  Ooo ! Witam panią Black . – powiedział z tym swoim szyderczym uśmieszkiem.
- Cześć skarbie – odpowiedziałam mu , gdy podszedł , aby mnie pocałować . Ten pocałunek był inny , niż te wczoraj . Był delikatny i pełny czułości . A te wczoraj były namiętne , ogniste i pełne pożądania .
- Dziś to ja mam dla ciebie niespodziankę – pełen entuzjazmu usiadł koło mnie i patrzył na mnie z miłością .
- Mówisz o naszym łóżku , które już właściwie nie nadaje się do użytku ? – na moje słowa zaczął się śmiać .
- Ale to nie moja sprawka kochanie . Szczerze mówiąc , to nie znałem cię od tej strony . – powiedział zadziornie .
- Jak to moja ? Co się wczoraj wydarzyło ? – zapytałam speszona .
- Hmmmm , powiedzmy ,że już wiem dlaczego lubisz dzikie zwierzęta – cały czas uśmiechał się zawadiacko , ja zrobiłam pytającą minę . – sama się zachowujesz , jak one . – noo nie , nie mogłam uwierzyć, w to co on powiedział . Zalałam się rumieńcem . On zaśmiał się dźwięcznie , podszedł do mnie i ucałował delikatnie.
Usiedliśmy na  ławce obok domu . W pewnym momencie on podniósł mnie na rękach , zaczął mną kręcić . Potem usiadł , pozostawiając mnie na swoich kolanach . Raz, po raz domagał się całusa . Przypomniały mi  się nasze początki . Tak jak było kiedyś, gdy zaczęliśmy ze sobą chodzić . Przeżyliśmy jedną rozłąkę, ale to nas jeszcze bardziej zbliżyło . I myślę … nie , jestem tego pewna ,że nic nas już nie rozdzieli .
______________________________________________
tereteretere , ufff wkońcu skończony :>  trudno mi się pisało szczęśliwy rozdział , ponieważ ostatnio szczęście w miłości jakoś mi nie dopisuje :c
Noo trudno , musi tak być .
A więc , proszę o komentarzee , jak zwykle xd .
Bajooo ; *
  

czwartek, 16 sierpnia 2012

Rozdział 20. „ Renesmee Carlie Black”

Leżałam na ziemi w sypialni z zamkniętymi oczyma. Myślę ,że Jake ucieszy się tym ,że przyszykowałam dla nas ślub. Sam od pewnego czasu o tym mówił . Więc pójdę mu na rękę . Zaręczyny nam są nie potrzebne , bowiem ponoć Jacob poprosił mnie o rękę gdy miałam 2 lata.  Mam nawet zachowany tamten pierścionek . Teraz jest na mnie za mały , więc noszę go zawieszonego na łańcuszku na szyi .
Rozwarłam powieki . Zauważyłam na suficie właz . Wyglądał jak wejście na strych . Wstałam i wzięłam krzesło . Stanęłam na nim , otwarłam klapę i wślizgnęłam się na górę . Było jeszcze jasno , więc wszystko było widać . Pełno rupieci , strych lamp , rozpadających się szafeczek . Coś poruszyło się na suficie . Zerknęłam na górę . Był to nietoperz . Gdyby Jake tu był ,to pewnie wtrąciłby coś w stylu „ patrz , twój kuzyn „ . Zaśmiałam się pod nosem , na co nietoperz zaczął szaleńczo latać po strychu . Podbiegłam do małego okienka i otworzyłam go ,aby mógł wylecieć. Gdy już opuścił pomieszczenie , zauważyłam skrzynię , na którą padało światło z okna . Podeszłam do niej i otworzyłam . Znajdowały się tak jakieś ubrania . Zaczęłam w nich szperać , aż ujrzałam skórzany wór . Wyciągnęłam go . Otworzyłam i mym oczom ukazała się bielusieńka suknia .  Przyłożyłam ją do siebie . Suknia bez ramiączek sięgała mi do kostek ,a tren wlókł się dobre dwa metry po podłodze . Pod biustem był centymetrowy złoty kawałek materiału . Była prosta i sromna ,ale za to prześliczna ! Już wiedziałam , że nie muszę kupować sukni na nasz ślub . Widać los tak chciał , żebym to znalazła . Zeszłam szybko na dół . Zapakowałam sukienkę do torby . Usiadłam na łóżku i zastanawiałam się w co się uczesać , gdy zadzwonił telefon . Bella !
- Tak ?
- Załatwiłam wam pastora na dziś o szóstej wieczorem , na plaży przy waszym domku . – oznajmiła z podekscytowaniem .
- Dziękuję ci mamo , jesteś kochana ! . – prawie że wrzasnęłam .
- To życzę powodzenia . Kończę już bo idziemy z Edwardem na polowanie .
- Jeszcze raz dziękuję , pa !
- Aaa i jeszcze macie nasze błogosławieństwo córciu . Pa ! . – szybko odłożyłam słuchawkę i poleciałam się przyszykować . Jest już piąta ,a o szóstej ślub ! Poleciałam do łazienki . Wykąpałam się i umyłam włosy . Na szczęście dzień wcześniej zrobiłam manicure i pedicure . Umalowałam się delikatnie . Biały cień na powieki , tusz do rzęs i kremowa pomadka na usta .  Dalej nie wiedziałam w co się uczesać . Próbowałam różnych fryzur . Kok , koński ogon , proste , warkocz … zupełnie nie wiedziałam w co się uczesać . Desperacko wyjrzałam przez okno . Zauważyłam ,że na krzaku , przy tylnym wyjściu rosną bialutkie kwity . Od razu po nie popędziłam . W domu cichutko zeszłam na dół . Zerknęłam do salonu , Jacob oglądał mecz . Nie odzywałam się do niego więc nie mógł mnie zauważyć . Szybko prześlizgnęłam się do drzwi. Zerwałam kwiaty i pobiegłam na górę . Postanowiłam ,że pozostawię je rozpuszczone . Przeczesałam je szczotką , aby z moich naturalnych loków zrobiły się fale i upięłam kwiatka z boku . Idealnie ! Spojrzałam jeszcze na zegarek . Dochodziła szósta . Pospiesznie wrzuciłam na siebie suknię . Prezentowała się cudownie . Przeglądnęłam się w lustrze .Nie mam butów ! Dopiero teraz zauważyłam ,że zapomniałam o butach . Z rozpaczą usiadłam na łóżku . Prawie płakałam . Ślub za piętnaście minut ,a ja nie mam butów ! Schowałam twarz w dłoniach . Miało być tak idealnie , a ja nie mam butów . Wtem pomyślałam … jaka ja jestem głupia ! Ślub odbywa się na plaży , po co mi buty ! Humor powrócił z zawrotną prędkością . Już miałam wychodzić , gdy przypomniałam sobie o jednej bardzo ważnej rzeczy .  Podeszłam do szkatułki z biżuterią . Wyciągnęłam z niej pierścionek na łańcuszku , który mam od Jake’a . Zawiesiłam go sobie na szyi i teraz już byłam gotowa . Napisałam tylko jeszcze list do Jacoba i zbiegłam na dół . Prześlizgnęłam się do wyjścia niezauważona . Położyłam list na wycieraczce i zadzwoniłam do drzwi .
OCZAMI JACOBA :
Oglądałem telewizje . Renesmee była na mnie zła . Nie rozumiałem tego . Przecież to był niewinny żart . Nagle ktoś zadzwonił do drzwi . Podszedłem i je uchyliłem. Nikogo nie było , lecz zamiast tego na wycieraczce leżał list . Otworzyłem go .
„Jake ,
Przyjdź na plażę o szóstej . Mam dla ciebie niespodziankę .
PS.  Ubierz się elegancko .
Renesmee” .
Zerknąłem na zegarek . Przecież jest za pięć szósta ! Biegiem poleciałem do sypialni . Zobaczyłem , że na łóżku leży biały garnitur i tego samego kolory koszula .  Pewnie Nessi to przygotowała . Była na mnie zła , więc nawet nie pomyślałem ,aby się temu sprzeciwić . Ubrałem się jak należy . Jedno mnie zdziwiło – nie było przygotowanych butów . Ale przecież idziemy na plażę , to po co  mi one . Pobiegłem jeszcze do łazienki ,aby umyć zęby .
Wyszedłem przed dom . Zastanawiałem się , co też mogła wymyślić . Spodziewałbym się czegoś takiego po Alice , ale nie po niej . Szedłem zdenerwowany . Wkroczyłem na plaże i ujrzałem ją . Stała w blasku zachodzącego słońca ,uśmiechając się promiennie . Nawet z takiej odległości spostrzegłem ,że oczy jej się błyszczą z radości.  Gdy podszedłem bliżej zauważyłem stojącego za nią pastora . Teraz to ma sens ! Biała suknia, garnitur . Zorganizowała ślub ! Nie mogłem w to uwierzyć . Ale nie byłem na nią zły , wręcz przeciwnie . Byłem tym wniebowzięty . Stanąłem naprzeciwko niej . Wpięła mi do garnituru czerwoną różę , taką samą jak reszta w jej bukiecie . Złapałem ją za rękę . Spojrzałem w oczy i już wiedziałem , że będzie wspaniałą panią Black .
OCZAMI RENESMEE :
Gdy złapał mnie za rękę serce mi załomotało . W jego oczach widziałam miłość i byłam pewna , że dobrze zrobiłam . Pastor zaczął ceremonię . Właściwie , to nie słuchałam go , zatonęłam w oczach mojego przyszłego męża . Nagle Jake szturchnął mnie lekko w ramię ,a pastor powtórzył wcześniejsze słowa .
- Czy ty Renesmee Carlie Cullen bierzesz oto Jacoba Blacka za męża i przyrzekasz , że będziesz przy nim w zdrowiu i w chorobie i że nie opuścisz go aż do śmierci ? – w tym Momocie przypomniało mi się , jak mama opowiadała ,że poprosili pastora o zmienienie przysięgi . U nich zamiast „aż do śmierci” ,było „do końca życia” . U nas też tak będzie .
- Tak . Nie opuszczę go do końca życia . – poprawiłam .
- Czy ty Jacob’ie Black bierzesz oto Renesmee Carlie Cullen za żonę i przyrzekasz , że będziesz przy niej w zdrowiu i w chorobie i że nie opuścisz jej aż do śmierci ? 
- Tak . Nigdy jej nie opuszczę .
- A teraz ogłaszam was mężem i żoną . Teraz panie Black możesz pocałować małżonkę . – po tych słowach serce zaczęło bić tak szybko jak nigdy . Czułam się jak przed pierwszym pocałunkiem . Gdy nasze usta się połączyły ,stanowiliśmy już jedną całość . Na zawsze .

_______________________________________
Muszę przyznać , że ten rozdział poszedł mi dość szybko . Ale z następnym mam problemy . Więc proszę o cierpliwość :D . Najprawdopodobniej w następnym pojawi się coś o Erick'u , bo dawnoo o nim nie pisałam ;p Komentujcie , proszę , bo chciałabym wiedzieć , ile osób jeszcze tu zagląda : >

wtorek, 14 sierpnia 2012

ROZDZIAŁ 19. "Bez słowa" .

Od rana leżę na plaży . Opalam się , kąpie w morzu . Jest po prostu cudownie! Jesteśmy tylko my , we dwójkę . Nikogo poza nami nie ma w pobliżu . Cieszę się z tego powodu . Nie lubię tłumów .
Prawie całą noc nie spałam. Myślałam o tym zdjęciu . Ta kobieta kogoś mi przypomina … tylko nie wiem kogo !.
- Nessie ! . Chodź , zobacz ! . – usłyszałam wołanie Jake’a .
- Co się stało ? .
- No chodź !
- Idę , już idę . – z niechęcią podniosłam się z leżaka i pobiegłam w stronę Jacoba . Biegłam po piasku , był gorący , ale pomimo tego moje stopy zanurzając się w nim czuły się wspaniale . Zobaczyłam , że mój ukochany , który kąpał się w morzu coś trzyma . To chyba był słoik…
-Spójrz . Pływałem , nagle stanąłem na dnie i poczułem coś szklanego , zanurkowałem po to . No i jest. Słoik pełen kamieni …
- I tylko po to mnie wołałeś ? Żebym zobaczyła słój kamieni ? – Patrzyłam na niego z rozbawieniem . Spojrzałam na słój . Pełno różnokolorowych kamieni. Po co je ktoś tam wkładał ? . Przyglądnęłam się uważnie . Zauważyłam coś białego , jakby kartkę. – Pokaż mi to na chwilę . – mój ukochany podał mi słoik , otworzyłam go i wysypałam na piach jego zawartość . Tak jak myślałam , wśród kamieni znajdował się list . Wzięłam go do ręki . Rozwinęłam.  Zaczęłam czytać .
„Drogi Harris’ie
Przepraszam Cię , że uciekłam , ale nie mogłam z wami zostać z powodu waszego bezpieczeństwa . Jako młoda studentka zadłużyłam się u pewnego mężczyzny , teraz On mnie odnalazł i kazał oddać pieniądze . Jednak ja ich nie miałam . Więc powiedział , że albo oddam mu pieniądze , albo porwie naszą córeczkę . Musiałam coś zrobić . Postanowiłam uciec do innego stanu i zadzwonić do niego ,że mam pieniądze ,żeby tutaj przyjechał . Nie mam pojęcia co będzie później , ale nie mogę narażać was na niebezpieczeństwo  .Przeprowadźcie się gdzieś , tak dla pewności . Dbaj o moją Julian . Kocham was .
Eleonor „
Teraz już wiem jak ma na imię . Eleonor… Nie znam takiej osoby ,ale na portrecie wygląda tak jakbym ją gdzieś kiedyś widziała …
- Co to ? – zapytał Jake.
 - Aaaa to , to nic takiego .
- Nie kłam , nie ładnie tak . – zażartował i rzucił się na mnie ,aby wziąć ode mnie list . Jednak ja zdążyłam mu uciec . Ten zdziwiony zaczął mnie gonić . Ja z moimi wampirzymi zdolnościami byłam daleko przed nim . Po jakiś pięciu minutach spostrzegłam ,że już mnie nie goni . Oglądałam się wokół , ale nikogo nie było . Zupełna cisza . Nawet żadne zwierze nie dawało znaku życia . Troszkę się przestraszyłam.
- Jacob ! Ej , to już nie jest śmieszne . Gdzie ty do licha jesteś ? .- wołałam co tchu w płucach . Ale nic. Nikt się nie odzywał . Zlękłam się , że cos mu się stało. Postanowiłam wrócić wolnym krokiem ku plaży . Nagle poczułam ,że coś się do mnie zbliża . Odwróciłam się ,ale było już za późno. Z zamkniętymi oczami czułam , że ktoś mnie przypiera do ziemi . Nagle poczułam znajomy zapach . Otworzyłam oczy i ujrzałam śmiejącego się nade mną Jake’e .
- Nie mogę uwierzyć ,że się wystraszyłaś ! – Jacob dalej ze mnie rechotał . Wkurzyłam się i zrzuciłam go z siebie . Zła szłam w kierunku domu .
- Ej , misiek ! Stój no . Chyba się nie pogniewałaś ? – wołał za mną . Ja jednak nie zważałam na to . Usłyszałam ,że biegnie za mną .  – Nessie , stój no .
Przystanęłam , ale nie dlatego ,że on prosił ,ale ,żeby mu coś przekazać . Podszedł do mnie i chciał mnie wziąć za rękę .  Podałam mu ją ,ale z innej przyczyny . Przekazałam mu w myślach ,że się do niego nie odezwę . On zrobił przerażoną minę . Puściłam jego dłoń i weszłam do domu. Podążyłam do kuchni ,aby wyciągnąć mój codzienny kubek krwi . Dzikie zwierzęta znajdowały się tutaj tylko w rezerwacie , a tam przecież nie mogłam polować . Musiało wystarczyć to . Przed wyjazdem Edward przyniósł mi dwie pumy ,a Carlisle strzykawką wyciągnął z nich wszystką krew i przelał do butelek . Miało wystarczyć na pobyt tutaj . Z moim ‘ posiłkiem’ usiadłam w salonie . Nie jestem zła na Jake’a , ale postanowiłam , że pożartuje sobie troszkę .
Kiedy łykałam ostatni łyk krwi Jacob wszedł do pokoju. Usiadł naprzeciwko mnie . Spojrzałam na niego przelotnie i poszłam do kuchni odnieść kubek . On podążył za mną . Włożyłam kubek do zlewu i podeszłam do lodówki . Pomimo tego ,że zwykłe jedzenie nie zaspokajało moich potrzeb , niektóre rzeczy smakowały mi . Wyjęłam z zamrażarki lody i nałożyłam sobie do miseczki . Jake stał obok mnie cały czas . Ja przeszłam obok niego ,jakby go nie było . On złapał mnie za rękę i spojrzał w oczy .
- Możesz przestać mnie ignorować ? – zapytał ze strachem w oczach . I teraz kto tu się boi ? Cel osiągnięty . Ale postanowiłam ,że zrobię coś miłego dla niego . Wyrwałam się mu i poszłam do sypialni . Podeszłam po telefon . Wykręciłam numer do Belli .
-  Renesmee ! I jak tam ? – miło było usłyszeć głos mamy .
- Bardzo dobrze . Mamo , mam do ciebie prośbę …
- Wiedziałam ,że czegoś chcesz . – powiedziała i zaśmiała się dźwięcznie .
- Nie znasz może jakiegoś pastora na Hawajach ? .
- Renesmee Carlie Cullen , co ty kombinujesz ?
- Mamuś , no wiesz . Jesteśmy z Jacob’em bardzo długo i kocham go . Jestem pewna ,że nigdy się nie rozstaniemy . A więc co stoi na przeszkodzie ? .
- No dobrze , ale chcecie się pobrać po cichu ? Bez rodziny ? .
- Właściwie to ja to wymyśliłam . Jake nic o tym jeszcze nie wie . Chce mu zrobić niespodziankę . Przepraszam was , że nie będziecie na naszym ślubie , ale obiecuje ,że gdy przyjedziemy zorganizujemy wesele .
- No to Alice nie będzie wesoła . Ale może zdołam ją przekonać tym weselem . Z mojej strony jak najbardziej , rób co chcesz . Wiem jaka frustracja jest ze ślubem . Też chcieliśmy się pobrać po cichu ,ale Alice była po naszej decyzji przygnębiona , więc postanowiliśmy jej nie smucić i poszliśmy jej na rękę .
- Więc się nie gniewasz ? – wolałam się upewnić .
- Nie . Wręcz się cieszę . – powiedziała to z entuzjazmem w głosie. – Zaraz obdzwonię pastorów i zobaczę co da się zrobić .
- Dziękuje ci mamo . Kocham cię .
- Też cię kocham Nessi . Trzymaj się . – i odłożyła słuchawkę .
_________________________________________
Postanowiłam jednak dodać następny rozdział jeszcze w wakacje . Mam nadzieję ,że ktoś tu jeszcze jest . naraźka ; *

sobota, 30 czerwca 2012

INFORMACJA !




Chciałam wam powiedzieć ,że na okrs wakacji chyba zawiesze bloga . I tak tutaj nikt teraz nie zagląda ,a ja nie mam zabardzo czasu na pisanie . Więc chyba tak będzie najlepiej . Ale po wakacjach powróce , napewno ! A więc żegnam . Do września ! :**

poniedziałek, 25 czerwca 2012

ROZDZIAŁ 18. "Hawaje"

Nasz samolot był już gotowy . Wszyscy ruszyli w stronę wejścia . Troszkę się stresowałam , bo nigdy nie leciałam samolotem . Weszliśmy . Pokazaliśmy hostessie bilety ,a ta wskazała nam nasze miejsca . Rzędy były trzyosobowe . Mi trafiło się miejsce pod oknem . Usiadłam wygodnie . Jake , który miał miejsce obok mnie , najpierw włożył nasze bagaże podręczne do schowka , a potem usiadł . Nagle do samolotu weszła jakaś dziunia . Miała założone czarne szpilki , mini tego samego koloru i biały top z ogromnym dekoltem . Długie czarne włosy opadały jej na ramiona . Była całkiem ładna ,ale zbyt sztuczna . Zauważyłam ,że zostały tylko dwa wolne miejsca , obok jakiegoś starszego pana i obok Jacoba . Modliłam się ,żeby nie usiadła obok mojego chłopaka . Podeszła do hostessy , a ta powiedziała jej gdzie usiąść . Spojrzała w naszą stronę i na jej twarzy pojawił się szyderczy uśmieszek . O nie ! Tylko nie to … Idąc  ku nam poprawiała włosy , naciągała bluzeczkę , aby dekolt był jeszcze większy i wydęła usta ,tak ,że wyglądała , jakby miała je sztuczne … O boże co za sucza! Usadowiła się na swoim miejscu , spojrzała w stronę mojego chłopaka , potem na mnie , potem znów na Jaka’a i uśmiechnęła się triumfalnie .
-Witaj ! – powiedziała seksownym głosem , myślałam ,że tam wybuchnę ! Jake spojrzał na nią zdezoriętowany . Popatrzył na jej twarz ,a potem… oczywiście , na cycki ! Zrobił wielkie oczy .
- Cześć . – odpowiedział jej . Dyszałam już ze złości . Spokojnie Nessie , on przecież nie zainteresuje się taką lalunią . Nagle pilot zabrał głos i poprosił ,aby zapiąć pasy . Pospiesznie wykonałam o co prosił . Zaczęliśmy startować . Chwyciłam Jacoba za rękę . Bałam się trochę . On uśmiechnął się do mnie słodko i mocno uścisnął moją dłoń . Ona to zobaczyła i zrobiła złą minę . Nie przejęłam się tym ani trochę . Jake jest mój i zawsze mój pozostanie . Podczas lotu rozmawiałam z moim chłopakiem i naglę usnęłam . Spałam tak chyba dobre 2 godziny , aż się przebudziłam . Usłyszałam chichot jakiejś dziewczyny i śmiech … Jake’a ?! Z ogromną prędkością spojrzałam w jego stronę . Razem z tą pizdą rozmawiali i śmiali się . Teraz to już byłam wściekła . Spostrzegłam ,że trzyma ona rękę na nodze mojego ukochanego . Już miałam jej się rzucić do gardła . Nie miałaby przy mnie szans . Jakie może mieć szanse zwykły śmiertelnik z pół wampirem ? Żadne. Ale postanowiłam się uspokoić . Chrząknęłam wystarczająco głośno ,aby mnie usłyszeli . Jacob speszony spojrzał w moją stronę .
- O cześć skarbie … nie wiedziałem ,że już nie śpisz … właśnie Hannah opowiadała mi historię jak to … - i przerwał , bo zauważył ,że patrzę się ze złością na jego nogę , na której ta małpa trzymała dłoń . Szybko ją zrzucił . Spojrzał na mnie potulnym wzrokiem . – Przepraszam cię . – wybąknął .
- Za co ty ją przepraszasz ?- z rozbawieniem zapytała ta „lalka” .
- To nie on powinien mnie przepraszać , tylko ty . Powinnaś przeprosić za to ,że jesteś taką suką ! – powiedziałam ze złością przez zaciśnięte zęby .
- Że co proszę ?! – powiedziała oburzona .
- To co słyszałaś .
- Hahaha , jesteś śmieszna . Zachowujesz się jak małe dziecko .
- To nie ja podrywam chłopaka wiedząc ,że on ma dziewczynę . To nie ja ubieram się jak dziwka . To nie ja …
- Nessie proszę cię , uspokój się . – błagał Jake .
- Nie zdołam się uspokoić dopóki ona tu siedzi . – w tym momencie podeszła hostessa .
- Przepraszam bardzo , ale inni pasażerowie skarżą się , że państwo się kłócicie i nie dajecie im odpocząć .
- Przepraszamy bardzo . – Jacob wyręczył nas . – Ale mam prośbę . Wtedy na pewno nie usłyszy pani żadnej kłótni .
- Tak ? Jaką ? – zapytała zaciekawiona hostessa .
- Prosiłbym o przeniesienie tej pani na inne wolne miejsce ,ponieważ to ona jest przyczyną tych kłótni. – mówiąc to wskazywał na Hannah . Byłam w szoku . Wstawił się za mną .
- Pffff ! – ta małpa wstała i odeszła z obrażoną miną .
Reszta lotu minęła w ciszy . Byłam mu wdzięczna za to ,że się za mną wstawił ,ale wciąż byłam zła . Gdy wylądowaliśmy poszłam po swój bagaż i zaczekałam na Jacob’a . Gdy podszedł od razu zapytał :
- Wciąż się na mnie gniewasz ?
- Nie gniewam się , tylko jestem zła .
- To jedno i to samo .
- No to widzisz , masz już odpowiedź .
- Skarbie , naprawdę cię przepraszam , ale ty zasnęłaś , a mi się nudziło . Ona zaczęła do mnie gadać i tak jakoś się to dalej ciągło …
- A to ,że jej ręka spoczywała na twojej nodze , to też przez to ,że ci się nudziło ?
- Nawet nie zauważyłem , kiedy położyła ją tam . Uwierz mi . Nie mam z nią nic wspólnego . – no i zrobił te przeklęte proszące oczka ! Nie miałam siły im się przeciwstawić , uległam …
- No dobrze …
- Kocham cię ! – powiedziawszy to podszedł blisko mnie i złożył namiętny pocałunek na moich ustach. Potem spojrzałam mu prosto w oczy .
- Ja też cię ko… - tylko to zdołałam wydusić , bo on znów wpił swe usta w moje .
Następnie podążyliśmy w stronę taksówek . Trzymaliśmy się za ręce i oboje promiennie uśmiechaliśmy . Już mieliśmy wsiadać do taksówki gdy podszedł do nas pewien mężczyzna ubrany w garnitur.
- Przepraszam , czy pan Black i panna Cullen ?
- Tak , zgadza się . – odpowiedziałam zdziwiona . Skąd on nas zna ?!
- Proszę za mną . – powiedział uprzejmie .
- Przepraszam ,a kim pan jest ? – zadał pytanie Jake .
- Jestem waszym szoferem . Czy pani Alice nic nie mówiła ? – Alice !? Ona zawsze coś musi uknuć .
- Niestety, nic nie mówiła .
- Ale teraz państwo wiecie kim jestem , więc zapraszam do wozu . – wskazał ręką na ogromną czarną limuzynę . Zrobiłam wielkie oczy . Wziął od nas bagaże i otworzył drzwi . Weszłam do środka . Nie mogłam się nadziwić . Skąd tu się wzięło tyle miejsca ? Usiadłam wygodnie . Wyciągnęłam telefon z kieszeni . Wybrałam numer do Alice . Już po pierwszym sygnale odebrała .
- I co dolecieliście bezpiecznie ? Jak wrażenia ? Podoba ci się tutaj ? Dojechaliście już do hotelu ? – chochlik zasypywał mnie masą pytań .
- Alice ! Spokojnie …
- Oj . No tak . Przepraszam zapędziłam się troszkę .
- Po pierwsze , lot minął bardzo dobrze , no z wyjątkiem jednego pewnego zdarzenia . Ale o tym opowiem ci w domu . Po drugie , jeszcze nie jesteśmy w hotelu , dopiero wsiedliśmy do wozu . A propos wozu . Alice , co ci strzeliło do głowy ,żeby wynajmować limuzynę i szofera ?
- Moja bratanica musi mieć to , co najlepsze . – odpowiedziała z dumą .
- Alice ,jestem ci za to wdzięczna ,ale czasami przesadzasz …
- Czasami ? – prychnął śmiechem mój ukochany .
- Powiedz Jake’owi ,że go słyszałam . – odparła moja ciotka .
- Jacob , ona mówi ,że cię słyszała . – powiedziałam od niechcenia .
- No i o to chodziło . – zaczął się śmiać .
- Jak tylko przyjedziecie ,to dostanie mu się .
- Hahahaha , już to widzę . – drwił sobie Jake .
- Dobra,skończcie już . – denerwowało mnie już to ich przekomarzanie się .
- Dobrze , trzymaj się Nessie !
- Pa , Alice ! – i się rozłączyłam .
Jechaliśmy główną ulicą . Było pełno ludzi . Z wyglądu można stwierdzić, że większość z nich to turyści. Podobało mi się tutaj . Miasto tętniące życiem . Pełno kolorowych straganów . Wszyscy ludzie byli uśmiechnięci ‘od ucha do ucha’ . Nagle skręciliśmy w jakąś polną drogę . Było na niej może zaledwie trzech ludzi . Wjechaliśmy do jakiegoś ogromnego lasu , gdzie już całkiem żywej duszy nie było . Trochę to było dziwne . Znajdowaliśmy się daleko od jakichkolwiek hoteli . W oddali zobaczyłam domek . Gdy podjechaliśmy bliżej zauważyłam ,że to nie żaden domek , tylko wręcz pałac ! Był ogromny . Cały był z drewna. Miał dwa piętra . Trzy metry od domu znajdowała się plaża i morze . Samochód zatrzymał się . Szybko wyleciałam z auta . Rozglądałam się z szeroko otworzonymi oczyma. Tu jest cudownie ! Weszłam pospiesznie do środka . Przedpokój był zwyczajny , pomalowany na biało . Była tam tylko drewniana szafka na buty , wieszak na ubrania i parę obrazów . Skręciłam w prawo . Znajdowałam się teraz w pokoju głównym . Był w kolorze kremowym . Brązowe stare meble idealnie pasowały do tego koloru . Gdzieniegdzie były położone skóry dzikich zwierząt .  Poszłam do następnego pomieszczenia , okazało się ,że to kuchnia . Była w kolorach niebiesko- białych . Efekt był bardzo ładny . Potem była łazienka . Była malutka . Zielone płytki , biały prysznic i tego samego koloru ubikacja i komoda . Podejrzewałam ,że większa znajduje się na górze . Popędziłam szybko po schodach . Na górze był mały przedpokoik w kolorze żółtym . Była tam tylko mała półeczka w kolorze niebieskim . Znajdowały się tam też trzy drzwi , prowadzące do kolejnych pomieszczeń . Otworzyłam pierwsze . I tak jak się spodziewałam, znalazłam się w ogromnej łazience . Wanna , w której spokojnie zmieściłyby się trzy osoby, znajdowała się na środku . Na jednej ścianie wisiało ogromne lustro ,a pod nim mieściły się dwie umywalki . Był tak także jeszcze jeden prysznic , ubikacja , bidet , półeczki , itp.  Łazienka była w kolorach brązowo – kremowo – białych . Podążałam teraz do następnego pokoju. Otworzyłam drzwi i moim oczom ukazała się wspaniała sypialnia ! Była ona w kolorach czerwono – czarno – białych .  Wielkie łoże z baldachimem , które w całości było w bieli wspaniale wyglądało na czerwonej ścianie . Równolegle do łóżka , znajdowała się ściana , także koloru czerwonego , przy której znajdowała się ogromna stara czarna szafa z elementami białego koloru . Wisiał tam także obraz , miał białą ramę . Namalowana była tam jakaś para . Wyglądał on bardzo staro . Kobieta , która się tam znajdowała kogoś mi przypominała , tylko nie wiem kogo … U dołu obrazu zobaczyłam ,że jest wyryta litera „ E ” . Nie rozumiałam o co chodzi … Postanowiłam dalej zwiedzać pokój . Na następnej ścianie , koloru białego , były dwie czarne komody , czerwona lampa  oraz lustro w szkarłatnej ramie . Na panelach spoczywał puszysty biały dywan. Było tutaj cudownie ! Tak jak w innych pokojach meble były bardzo stare , tylko niektóre rzeczy były nowe i wyglądały jakby dopiero co były dodane do wnętrza , ściany były trochę wyblakłe , ale nie przeszkadzało mi to , tak nawet wyglądało ładniej. Lubiłam domki w starym stylu  .Udałam się do następnego pomieszczenia . Niestety gdy chciałam otworzyć drzwi nieudało mi się to , ponieważ były zamknięte . Zobaczyłam ,że na niebieskiej półeczce w przedpokoju leży stary klucz . Wzięłam go . Włożyłam do zamka i przekręciłam . Udało się ! Drzwi otworzone . Był to malutki pokoik . Ściany pomalowane na jasną zieleń , drewniane łóżko z białą pościelą . Na środku stał mały drewniany stoliczek i malutkie białe krzesełko . Otworzyłam białą szafeczkę , która znajdowała się pod ścianą . Była tam stara szmaciana laleczka . Obok niej leżało stare , wyblakłe czarno – białe zdjęcie . Wzięłam je w dłoń . Znajdowała się tam ta sama kobieta , co na obrazie , tylko tym razem nie była z mężczyzną , tylko z malutką dziewczynką , wyglądała na co najmniej roczek . Odwróciłam zdjęcie . W tyle było napisane :
„ Kochani Julian i Harris ,
 Kocham was z całego serca , ale niestety muszę was opuścić . Tak będzie dla was lepiej . Nigdy nie przestanę o was myśleć . Zawsze pozostaniecie w moim sercu , do końca życia i nawet dłużej .
Ty Julian wyrośniesz na śliczną , mądrą i rozsądną dziewczynę , jestem tego pewna . Opiekuj się ojcem . I pamiętaj ! Nigdy nie daj się zastraszyć i stawiaj zawsze na swoim , a osiągniesz wszystko .
A ty Harris , wiedz , że jesteś jedynym mężczyzną w moim życiu . I zawsze byłeś . Nie boję się ,że pod twoją opieką Julian zejdzie na złą drogę , nie . Wiem na pewno ,że wychowasz ją najlepiej jak umiesz .
Jeszcze raz KOCHAM WAS .
Żegnajcie .
E . ”
Łzy napłynęły mi do oczu . Wzruszyłam się . I znowu ta „ E ” … Postanowiłam ,że dowiem się kto to jest . Z dołu usłyszałam wołanie Jacoba . Zamknęłam drzwi na klucz i odłożyłam go na miejsce . Zbiegłam na dół .
- Płakałaś ? – z troską zapytał się Jake .
- Nie … ja tylko …wzruszyłam się . Tu jest tak pięknie . – na razie postanowiłam nie mówić mu o tym .
- Racja , jak w raju . – powiedziawszy to przytulił mnie mocno . W mojej głowie cały czas widniała ta „E ” . Muszę się dowiedzieć kto to jest … albo był …


_______________________________
Noo i jest . W końcu go skończyłam . Podejrzewam ,że następne posty będą się pojawiać jeszcze żadziej , bo zaczynają się wakacje i znając życie , nie będę miała czasu na pisanie . Ale postaram się pisać jak najczęściej . Mam nadzieję ,że się spodoba : )

piątek, 15 czerwca 2012

ROZDZIAŁ 17 . "Wyjazd" .

Siedziałam z zamkniętymi oczami na polanie. Upajałam się świeżym powietrzem . Z głębi lasu słychać było śpiewy ptaków ,szum wiatru, odgłosy różnych owadów . Po głowie krążyła mi myśl, że muszę się z tym pożegnać na całe dwa tygodnie . Jeszcze nigdy nie wyjeżdżałam na dłużej z Forks . Tutaj się wychowałam i zawsze , gdziekolwiek będę się znajdować , będę za tym tęsknić.
Nagle wszystko ucichło. Otworzyłam szybko oczy . Jake przemienił się w wilkołaka i stał w pozycji gotowej do ataku . Pospiesznie skryłam się za nim. Teraz oboje wpatrywaliśmy się w pewien obiekt w środku lasu , który z ogromną prędkością zbliżał się do nas. W pewnej chwili zauważyłam , że tą osobą jest nieziemsko piękna kobieta. Zatrzymała się na odległość jakiś dziesięciu metrów . Dostrzegłam, że ma szkarłatno- czerwone tęczówki oraz ,że w jej oczach kryje się strach .  Postanowiłam ,że podejdę bliżej , na znak tego , że jesteśmy pokojowo nastawieni . Zrobiłam trzy kroki w przód . On cały czas przyglądała mi się podejrzliwie .  Zrobiłam jeszcze 5 kroków . W tym momencie ona cofnęła się krok w tył .
- Nie bój się . – powiedziałam przyjaźnie .
- Wcale się nie boje . – pewnym głosem odezwała się niespodziewanie .
- To dlaczego cofasz się do tyłu ? – zapytałam , widząc ,że cały czas robi kroki w tył .
- Nie ufam wam …
- Nie martw się . Jesteśmy przyjaźnie nastawieni . – z wielkim uśmiechem na ustach próbowałam ośmielić przybyszkę . – Mam na imię Renesmee . – wyciągnęłam rękę i zbliżyłam się o 5 kroków w przód . Ta także podeszła i uścisnęła mi dłoń .
- Nazywam się Fiona . – i w końcu na jej twarzy zagościł uśmiech . – A to kto ? – zapytała , patrząc podejrzliwie na mojego wilkołaka .
- To jest Jake , mój chłopak .
- Chodzisz z wilkiem ? – zapytała z ogromnym szokiem . Rozśmieszyło mnie to pytanie i wybuchłam śmiechem .
- Nie , to jest zmiennokształtny człowiek . – odpowiedziałam dalej pełna  rozbawienia . – Jacob , idź może się przemień , dobrze ? – mój chłopak na to pytanie pokiwał głową i wszedł do lasu . – A co ty tutaj robisz ? – teraz zwróciłam się do Fiony .
- Jakieś dwa dni temu zostałam zmieniona, po czym szybko stamtąd uciekłam . I odtarłam ,aż tutaj .
-A jak zostałaś przemieniona ? Skąd uciekłaś ? – zasypywałam ją toną pytań ,ale chciałam wiedzieć o niej jak najwięcej .
- Dokładnie nie pamiętam . Wiem tylko tyle , że obudziłam się z ogromnym pragnieniem . Leżałam na zimnej posadzce w jakimś zamku . Wstałam i zobaczyłam ich …
- Ich ? Czyli kogo ?
- Nie wiem kto to był . Było ich trzech . Byli dumni i wdzięczni. Jeden z nich cały czas się do mnie uśmiechał . Ale nie tak jak ty, przyjaźnie  , tylko jakoś tak… jakby miał jakieś plany wobec mnie . Wypytywali mnie o różne rzeczy . Ja im mówiłam ,że nic nie pamiętam . Nie wiem kim byłam jako człowiek . Zupełna pustka . Jeden z nich bardzo się rozzłościł i kazał mnie jednemu ze swoich ochroniarzy mnie ‘zniszczyć’ . Ale ten , który się do mnie uśmiechał wstawił się za mną , sama nie wiem dlaczego , oraz kazał mnie zaprowadzić do mojej komnaty . Piękna szatynka wskazała mi drogę. W tym pokoju ściany były pomalowane na czarno , a na oknie była powieszona szkarłatna zasłona . Usiadałam na czarnym narożniku . W gardle cały czas mnie piekło . Nagle otworzyły się drzwi . Do pokoju weszła ta sama kobieta , która mnie tu przyprowadziła . W ręce trzymała duży kubek . Postawiła mi go na czerwonym stoliku i bez słowa wyszła . Sięgnęłam po naczynie . Była w nim krew . Troszkę się obrzydziłam ,ale z jakaś część mnie chciała to wypić . Wzięłam pierwszy łyk . Zasmakowało mi . A co lepsze , gardło przestało tak palić . Susem wypiłam resztę . Siedziałam tak i zastanawiałam się co się ze mną stało . Nagle podmuch wiatru jakimś cudem otworzył okno w mojej komnacie . Bez chwili zastanowienia wyskoczyłam przez nie i pobiegłam przed siebie . Jakaś siła przywiodła mnie tutaj i oto jestem . – skończyła swój monolog . Zaskoczył mnie . Jedno wiem . Była u Volturi’ch . I pewnie posiada jakiś talent , skoro Aro wstawił się za nią .
- Zaskoczyłaś mnie . – powiedziałam w końcu . Ta uśmiechnęła się lekko . W tym momencie z lasu wyszedł Jake . – Jacob , nie uwierzysz ...
- Wiem , wiem wszystko słyszałem . – przerwał mi . – Może dobrym pomysłem będzię jeżeli zaprowadzimy ją do domu , bo zaraz będziemy musieli już wyjeżdżać …
- Ach tak ! Wyjazd , zupełnie o tym zapomniałam . Chodźmy ! – zrobiłam krok w przód ,a Fiona podleciała pospiesznie i chwyciła się mojej ręki . Cieszyłam się ,że już mi zaufała. Jake szedł za nami z podejrzliwym wyrazem twarzy .
Weszliśmy do domu . Wszyscy stali na baczność . Przyglądali się Fionie z uwagą .
- Cześć wszystkim ! To jest Fiona . Uciekła od Volturi’ch .
- To niemożliwe … - powiedział Carlisle .
- Jak widać , jest możliwe – odezwała się Rosalie .
Po tych słowach wszyscy usiedliśmy na sofie ,a Fiona znów powiedziała swoją historię . Ja w połowie przeprosiłam ją i usprawiedliwiłam się naszym wyjazdem . Ona odrzekła ,że nie ma sprawy oraz ,że czuje się tu dobrze i bez problemu mogę ją samą z moją rodziną zostawić . Poszła na górę , przebrałam się w wygodne ciuchy . Spakowałam bagaż podręczny . Zażuciłam plecak na plecy i zeszłam na dół , zobaczyć , czy Jake już wrócił od siebie z domu . Okazało się ,że czeka na mnie przy schodach .
- Jacob , mógłbyś mi znieść walizkę , jest trochę ciężka … - poprosiłam łagodnym głosem .
- Jest za ciężka ? Dla półwampirzycy ? To coś ty tam spakowała ? – odrzekł z sarkazmem .
- Tylko potrzebne rzeczy  ! – usprawiedliwiłam się .
- Taaa , jasne . – powiedziawszy o poszedł do mojego pokoju i już chwilę potem schodził z moją torbą.
- Dziękuję ci . – w podziękowaniu pocałowałam go delikatnie . Od razu się uśmiechnął .
Pożegnaliśmy się z wszystkimi . Dostałam oczywiście wykład , jak mam się zachowywać i czego mam nie robić . Ale wiedziałam już ,że połowę z zabronionych rzeczy i tak zrobię . Najczulej żegnałam się z Bellą . Ona ,aż się „popłakała” ( wampiry nie płaczą , ale gdy mają taką potrzebę to wydają specyficzny odgłos) . Po tu całym żegnaniu się poszliśy z Jacob’em do samochodu . Emmet obiecał ,że nas podwiezie na lotnisko swoim Jeppem . W drodze „mój wujek” zobowiązał się pilnować Fiony pod moją nieobecność .
Na miejscu czekała nas jeszcze odprawa i inne duperele . Wszystko to trwało prawie godzinę . Potem usiedliśmy i pozostało tylko czekać na samolot …
_________________________
Trochę długo to pisałam ,ale nie miałam weny i do dzisiejszego dnia w mojej szkole wystawiali oceny , więc było ciężko . Ale jest już dobrze poprawiłam wszystkie oceny ,które chciałam poprawić . Więc mam średnią 5.2 :) Jak na gimnazjum to chyba dobrze , przynajmniej mi się tak wydaje :D
No nic , następny rozdział będze ciekawszy , mam już nawet pomysł na niego . Więc życzcie mi weny XD .